Dlaczego 20% zleceń zjada 80% zysku w firmie produkcyjnej?
W wielu firmach produkcyjnych scenariusz wygląda podobnie: maszyny chodzą, zamówienia spływają, ludzie są zajęci od rana do wieczora, a mimo to wynik finansowy nie odzwierciedla włożonego wysiłku. Produkcja „idzie”, sprzedaż dowozi temat, a na koniec miesiąca zostaje pytanie: gdzie są pieniądze?
Bardzo często odpowiedź nie leży w tym, że „za mało sprzedajesz” albo „za wolno produkujesz”. Leży w strukturze zleceń. Niewielka część zamówień generuje większość realnego zysku, a reszta – zamiast zarabiać – pożera czas, zasoby i energię firmy. W praktyce oznacza to, że 20% zleceń utrzymuje firmę, a pozostałe 80% potrafi zjadać jej potencjał.
Ten poradnik pokazuje, jak rozpoznać problem w firmie produkcyjnej i co zrobić, żeby produkcja zaczęła pracować nie tylko intensywnie, ale przede wszystkim rentownie.
Spis treści:
-
- Zanim zaczniesz: dwa zdania, które zmieniają perspektywę
- 1) Dlaczego w produkcji część zleceń „pożera” marżę?
- 2) Krok po kroku: jak sprawdzić, które zlecenia naprawdę zarabiają?
- 3) Co zrobić, żeby produkcja zaczęła zarabiać?
- 4) Dodatkowy krok, który robi różnicę: dopisz koszty „zamieszania”
- Podsumowanie: zysk w produkcji robi się na strukturze zleceń, nie na samym obrocie
Zanim zaczniesz: dwa zdania, które zmieniają perspektywę
- Nie jesteś biedny, bo masz mało zleceń. Często jesteś biedny, bo masz za dużo złych zleceń.
- Obrót to paliwo. Zysk to silnik. Da się dużo „jechać” na paliwie… tylko po co, skoro silnik kaszle?
W produkcji da się zamaskować nierentowność ruchem na hali. Firma wygląda na „pełną roboty”, a mimo to wynik jest słaby. I wtedy pojawia się najgorsza pułapka: dokładanie kolejnych zleceń pogłębia problem, bo dokładamy chaos i koszty, a nie marżę.
1) Dlaczego w produkcji część zleceń „pożera” marżę?
W produkcji koszty nie kończą się na materiale i czasie operatora. Największe straty powstają w miejscach, których na pierwszy rzut oka nie widać.
1. Przezbrojenia i krótkie serie – koszt, który „nie boli” w wycenie, ale boli w wyniku
Każde przezbrojenie to:
- przestój maszyny (czyli czas, w którym sprzęt nie zarabia),
- robocizna bez wartości dodanej,
- odpady rozruchowe,
- ryzyko błędu przy ustawieniach,
- presja na operatorach, bo „goni termin”.
Jeśli robisz dużo małych serii i wycena tego nie uwzględnia, zlecenia wyglądają na opłacalne tylko na papierze. W praktyce płacisz za nie przestojem i rozjechanym planem.
2. Niestandardowe zlecenia, które rozwalają plan produkcji
W firmach produkcyjnych największym wrogiem rentowności jest chaos:
- nietypowe technologie,
- indywidualne modyfikacje,
- zmiany specyfikacji w trakcie realizacji,
- „wyjątki od reguły”.
Każdy wyjątek oznacza dodatkową pracę dla technologa, planisty, magazynu i operatorów. Jeśli klient za to nie płaci – firma dopłaca. I co ważne: dopłaca nie tylko pieniędzmi, ale uwagą. Zaczynasz żyć tymi zleceniami, a nie firmą.
3. Pilne zamówienia i praca „na wczoraj”
Zlecenia ekspresowe generują ukryte koszty:
- nadgodziny i dodatki,
- nerwowe zmiany planu,
- błędy jakościowe (bo pośpiech),
- przesuwanie innych zleceń (czyli koszty po drugiej stronie),
- większa liczba decyzji „na szybko”.
Jeśli pilność nie jest wyceniona, firma sponsoruje presję czasową klientów. W praktyce to wygląda tak: klient ma problem, a Ty płacisz za jego organizację.
4. Koszty jakości i poprawek, których nikt nie przypisuje do zlecenia
W produkcji zysk zjadają:
- reklamacje,
- poprawki i przeróbki,
- złom,
- dodatkowe kontrole,
- powtórne uruchamianie produkcji.
Problem polega na tym, że te koszty rzadko przypisuje się do konkretnego zlecenia. Rozlewają się po całej firmie, a w raportach „jakoś to znika”. Potem masz poczucie, że jakość „trochę kosztuje”, ale nie wiesz kogo i za co.
5. Małe zlecenia o dużym koszcie obsługi
Obsługa jednego zamówienia – niezależnie od jego wartości – często obejmuje:
- przyjęcie i kompletację materiału,
- planowanie,
- dokumenty, etykiety, listy przewozowe,
- pakowanie, logistykę,
- fakturowanie, kontakt z klientem.
Jeśli realizujesz dużo drobnicy bez minimalnej wartości zamówienia, szybko kończysz w miejscu, w którym pracy jest mnóstwo, a marży prawie wcale. Firma robi się „zajęta”, ale nie „zarabiająca”.
2) Krok po kroku: jak sprawdzić, które zlecenia naprawdę zarabiają?
Nie potrzebujesz wielkiego systemu IT. Potrzebujesz prostego arkusza i konsekwencji.
Krok 1: Weź zlecenia z ostatnich 8-12 tygodni
Nie bierz roku, bo się przesadzisz z ilością danych. Weź 2–3 miesiące, ponieważ:
- masz świeżą pamięć problemów,
- łatwiej dotrzeć do informacji,
- szybciej zobaczysz wzorce.
Dla każdego zlecenia spisz:
- klient,
- typ produktu / rodzina produktów,
- ilość i wielkość partii,
- cena sprzedaży,
- czas realizacji (realny, nie „z planu”),
- liczba przezbrojeń,
- liczba poprawek / reklamacji,
- poziom pilności (normalne / ekspres),
- dodatkowe ustalenia / zmiany w trakcie.
Już na tym etapie często widać, które zlecenia są powtarzalne i stabilne, a które generują zamieszanie.
Krok 2: Dodaj uproszczone koszty – bez księgowej perfekcji
Uwzględnij:
- koszt roboczogodziny produkcyjnej (uśredniony),
- koszt przezbrojenia (ryczałt: np. 30/60/90 min × stawka),
- koszt obsługi zlecenia (stała opłata wewnętrzna),
- koszt dodatkowej kontroli jakości (jeśli wystąpiła),
- koszt poprawek (czas + materiał jeśli był).
Tu nie chodzi o aptekę. Chodzi o to, żeby nie oszukiwać się, że przezbrojenie to „nic”, a poprawka to „drobnostka”.
Krok 3: Policz marżę na poziomie zlecenia
Wtedy zobaczysz, które zamówienia:
- realnie zarabiają,
- balansują na granicy opłacalności,
- generują stratę mimo ładnego obrotu.
I bardzo często wyjdzie, że najbardziej problematyczne zlecenia to te, które:
- są niestandardowe,
- są pilne,
- są krótkoseryjne,
- „wiecznie coś przy nich”.
3) Co zrobić, żeby produkcja zaczęła zarabiać?
Teraz najważniejsze: samo policzenie nic nie zmieni. Zmienia dopiero decyzja i zasady.
1) Ustal trzy „reguły wyceny” – i trzymaj się ich
Jeśli zlecenie:
- jest krótkoseryjne,
- wymaga częstych przezbrojeń,
- jest pilne,
- odbiega od standardu,
to ma mieć cenę, która to obejmuje. Produkcja nie jest jednorodna, więc cena też nie może być.
Prosta zasada właścicielska – jeśli zlecenie robi więcej zamieszania niż inne – musi mieć wyższą cenę albo inne warunki.
2) Wprowadź minimalną wartość zamówienia i dopłaty za małe partie
To jedna z najszybszych dźwigni wyniku:
- minimalna wartość zlecenia,
- dopłata za krótką serię,
- opłata za przygotowanie produkcji.
To nie jest „karanie klienta”. To jest uczciwe postawienie granic. Kto rozumie produkcję, zaakceptuje zasady. Kto chce tanio i natychmiast – zwykle jest właśnie tym, kto wyjada marżę.
3) Standaryzuj tam, gdzie się da (nawet jeśli produkujesz „pod klienta”)
Standard to:
- mniej przezbrojeń,
- mniej błędów,
- krótszy czas uruchomienia,
- większa przewidywalność.
W praktyce możesz standaryzować:
- moduły,
- komponenty,
- opakowania,
- etykiety,
- sposób przygotowania zlecenia,
- ścieżkę akceptacji zmian.
W wielu zakładach „produkcja na zamówienie” tak naprawdę ma 60-80% powtarzalności, tylko nikt jej nie nazwał.
4) Uporządkuj pilność – bo inaczej plan nie istnieje
Wprowadź jasne zasady:
- ekspres = dopłata,
- ekspres tylko w konkretnych warunkach (np. wolne moce),
- ekspres nie kasuje planu pozostałych zleceń.
Jeśli tego nie zrobisz, pilność stanie się stylem pracy. A styl pracy „na wczoraj” zawsze kończy się:
- jakością,
- nadgodzinami,
- zmęczeniem ludzi,
- spadkiem marży.
5) Podziel klientów i zlecenia według opłacalności (żeby sprzedaż i produkcja grały do jednej bramki)
Prosta segmentacja:
- A – wysokomarżowe, powtarzalne, przewidywalne,
- B – średnio rentowne, stabilne,
- C – niska marża, wysoki chaos.
I teraz klucz: nie chodzi o to, żeby od razu wyrzucać „C”. Chodzi o to, żeby dla „C” mieć nowe zasady: cena, minimalna wartość, terminy, dopłaty, ograniczenia zmian.
6) Zrób porządek z produktami „historycznymi”
W każdej firmie są pozycje:
- „bo zawsze robiliśmy”,
- „bo szkoda klienta”,
- „bo kiedyś to była dobra seria”.
Jeśli produkt generuje straty, masz trzy opcje:
- podnieść cenę,
- uprościć proces,
- wycofać.
Brak decyzji to też decyzja – tylko najdroższa, bo płacisz marżą i nerwami.
4) Dodatkowy krok, który robi różnicę: dopisz koszty „zamieszania”
Właściciel często widzi koszty materiału i roboczogodziny. Ale prawdziwy problem siedzi w kosztach „zamieszania”. Zrób proste dopiski (nawet w notatkach):
- ile razy to zlecenie wymagało rozmowy / ustaleń,
- ile razy zmieniał się plan pod to zlecenie,
- ilu ludzi musiało się zaangażować poza produkcją,
- czy kierownik musiał „gasić temat”,
- czy pojawiły się napięcia: magazyn–produkcja, sprzedaż–produkcja, jakość–produkcja.
To nie jest „miękkie”. To jest twardy koszt. Bo im więcej zamieszania, tym mniej przepustowości i więcej błędów.
1) Checklista: po czym poznasz, że dane zlecenie zjada zysk?
Jeśli na kilka pytań odpowiesz „tak”, warto je prześwietlić:
- Czy wymaga częstych przezbrojeń?
- Czy ma małe serie i wysokie koszty przygotowania?
- Czy często pojawiają się poprawki lub reklamacje?
- Czy klient regularnie zmienia wymagania?
- Czy realizacja rozwala plan produkcji?
- Czy angażuje kierownictwo częściej niż inne zamówienia?
- Czy sprzedaż mówi „weźmy, bo szkoda”, a produkcja przewraca oczami?
- Czy to zlecenie jest „głośne” – wszyscy o nim mówią?
Jeśli odpowiedzi się zgadzają, masz kandydatów do tych 20%, które robią największe szkody.
2) Największa pułapka firm produkcyjnych: „musimy brać każde zlecenie”
Wielu właścicieli boi się odrzucania zamówień. Boją się spadku obrotu, przestoju ludzi i utraty klienta. Tylko że w praktyce bywa odwrotnie.
Firmy, które:
- odcinają najbardziej nierentowne zlecenia,
- porządkują ofertę,
- stawiają warunki pilności i zmian,
- standaryzują to, co się da,
bardzo często zwiększają zysk bez zwiększania wolumenu.
Mniej chaosu oznacza:
- lepszy przepływ,
- mniej błędów,
- stabilniejszy plan,
- spokojniejszą pracę zespołu,
- wyższą marżę,
mniej Twojej obecności „na ratunek”.
Małe usprawnienia, które pomagają „tu i teraz”
Optymalizacja produkcji nie musi oznaczać wielomiesięcznych projektów. Czasem wystarczą drobne zmiany:
- skrócenie dystansu transportowego,
- poprawa komunikacji,
- zmiana układu stanowiska,
- proste narzędzie planistyczne,
- jasne instrukcje dla operatorów.
Efekt bywa natychmiastowy.

Podsumowanie: zysk w produkcji robi się na strukturze zleceń, nie na samym obrocie
Jeśli 20% zleceń zjada 80% zysku, problem zwykle nie leży w ludziach ani w maszynach. Leży w tym, jakie zlecenia firma przyjmuje i na jakich zasadach je realizuje.
Największa dźwignia poprawy wyniku w firmie produkcyjnej to:
- policzenie realnej opłacalności zleceń (choćby uproszczone),
- wprowadzenie zasad dla zleceń krótkich, pilnych i niestandardowych,
- ustawienie minimalnych wartości i dopłat,
- skupienie się na zleceniach, które dają przewidywalny zysk zamiast przewidywalnego chaosu.

