Cost-saving w praktyce – jak realnie ciąć koszty, nie jakość?

W wielu firmach hasło „cost-saving” uruchamia automatyczny odruch obronny. Ludzie słyszą „cięcia” i od razu myślą: będą braki, będzie gorzej, znowu ktoś wymyśli oszczędności kosztem hali albo klienta. I trudno się dziwić, bo często tak to wyglądało. Zamiast mądrej optymalizacji pojawia się nerwowa akcja: blokowanie zakupów, szukanie winnych, doraźne decyzje podejmowane w panice.

Tymczasem sensowny cost-saving w praktyce nie zaczyna się od księgowości ani od „zakazu wydawania”. Zaczyna się od prostego pytania: gdzie firma traci pieniądze dlatego, że pracuje w niepotrzebnie trudny sposób? Nie chodzi o to, żeby ktoś pracował szybciej i więcej. Chodzi o to, żeby firma przestała płacić za chaos, poprawki, czekanie, niedopowiedzenia i złe decyzje robione „na ostatnią chwilę”.

To podejście jest trudniejsze, bo wymaga uczciwości. Trzeba przyznać, że pewne rzeczy od dawna są prowizorką. Że „jakoś działało”, ale kosztowało zdrowie, czas i pieniądze. I że teraz to wychodzi na rachunku.

Dlaczego cięcie kosztów bez porządkowania procesów kończy się frustracją?

Jeśli firma tnie koszty bez ogarnięcia sposobu pracy, to efekt bywa przewidywalny: ludzie są bardziej zmęczeni, atmosfera siada, a wynik finansowy poprawia się na chwilę. Potem wraca to samo, tylko w gorszej formie.

To działa trochę jak łatanie dziurawej rury taśmą. Przez moment jest lepiej, ale ciśnienie i tak zrobi swoje.

Bez uporządkowania procesów koszt wraca w innych miejscach:

  • spadek jakości i wzrost reklamacji,
  • więcej telefonów od klientów i gaszenia pożarów,
  • większa rotacja (a rotacja to bardzo konkretny koszt),
  • spadek zaangażowania, bo ludzie czują, że „znowu dokręcają śrubę”.

Dlatego sensowny cost-saving robi się w dwóch krokach: najpierw porządek, potem cięcie. Bo dopiero gdy proces jest stabilny, można bezpiecznie szukać oszczędności – bez ryzyka, że firma zacznie się sypać

usługi

Twoi pracownicy nie nadążają za wyzwaniami, a problemy wciąż się powtarzają?

  • Pomożemy Tobie i Twoim pracownikom zdobyć umiejętności, które pozwolą im lepiej zarządzać, wprowadzać zmiany i pracować sprawniej.

  • Szkolenia/Warsztaty “szyte na miarę” –  na przykładach z wewnątrz firmy.

Cost-saving a odpowiedzialność menedżerska

Jeżeli jest jedna rzecz, która decyduje o powodzeniu oszczędności, to jest nią zachowanie kadry zarządzającej. Nie narzędzia, nie Excel, nie „plan oszczędnościowy”, tylko to, czy menedżerowie potrafią to przeprowadzić z głową.

Bardzo często problemem nie są koszty same w sobie, tylko sposób podejmowania decyzji:

  • decyzje zmieniane w trakcie, bez komunikacji,
  • brak priorytetów („wszystko na wczoraj”),
  • przerzucanie odpowiedzialności,
  • brak standardów i oczekiwanie, że ludzie „się domyślą”.

Jeśli cost-saving ma być realny i trwały, to menedżer musi:

  • ustawić priorytety i ich pilnować,
  • usprawnić przepływ informacji (żeby nie było „ja nie wiedziałem”),
  • zatrzymać poprawki i chaos u źródła,
  • dbać o standardy, nawet jeśli to „nudne”.

W praktyce mądre oszczędności zaczynają się od tego, że ktoś wreszcie ustawia zasady gry i ich broni.

Prostota jest najtańszym rozwiązaniem (i najczęściej działa najlepiej)

Firmy mają tendencję do szukania skomplikowanych rozwiązań: systemu, wdrożenia, narzędzia, programu. A w codzienności najwięcej robią rzeczy proste, konsekwentnie używane.

Jeśli chcesz oszczędzać bez uderzania w jakość, to często wystarczy:

  • jedna tablica / jedno miejsce, gdzie widać priorytety i status,
  • jedna zasada: kto decyduje i w jakim czasie,
  • jedno proste narzędzie do zgłaszania problemów i pilnowania domknięcia,
  • jeden standard pracy, spisany tak, żeby człowiek z hali go zrozumiał.

Im mniej „szumu” w organizacji, tym mniej kosztów tarcia: ludzie nie biegają, nie pytają pięć razy, nie robią rzeczy na pamięć. I to jest oszczędność, której nie widać w Excelu pierwszego dnia, ale którą widać w wyniku po miesiącu.

Cost-saving bez utraty jakości: zasada „nie tnij, zanim nie wiesz, po co”

Najczęstszy błąd w oszczędzaniu jest banalny: firma tnie „co popadnie”. A potem jest zdziwienie, że jakość spadła. Jeśli coś było ważne dla klienta albo dla stabilności procesu – to cięcie uderzy jak bumerang.

Dlatego dobrze działa prosta zasada: zanim coś utniesz, odpowiedz na dwa pytania:

  1. Czy to ma wpływ na klienta (jakość, terminowość, obsługę)?
  2. Czy to ma wpływ na stabilność procesu (mniej błędów, mniej awarii, mniej poprawek)?

Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, to nie tniesz wprost. Szukasz innego podejścia: uproszczenia, zastąpienia, zmiany sposobu pracy, renegocjacji, automatyzacji albo ograniczenia zmienności.

Największe źródło oszczędności: marnotrawstwo, które wszyscy znają, ale nikt nie rusza

W wielu firmach jest lista „rzeczy, które wkurzają”, tylko nikt jej nie nazywa listą kosztów. A to są dokładnie koszty.

Przykłady z życia:

  • „Znowu brakuje tego samego elementu i wszystko stoi”.
  • „Znowu poprawki, bo nie było jasnych wytycznych”.
  • „Znowu ktoś zmienił ustalenia i poszło po staremu”.
  • „Znowu szukamy narzędzi”.
  • „Znowu wysyłka na styk, bo produkcja ruszyła późno”.

To są straty, które da się policzyć, jeśli ktoś się na chwilę zatrzyma. I tutaj dzieje się ciekawa rzecz: często nie potrzeba rewolucji. Wystarczy konsekwencja.

Cost-saving jako rytm pracy, a nie jednorazowa akcja

Najgorsze, co można zrobić, to potraktować oszczędzanie jak „projekt na kwartał”. To się kończy tak, że po trzech miesiącach wszyscy mają dość, a firma wraca do starych nawyków.

Lepszy model jest prosty: oszczędzanie jako stały rytm pracy. Nie wielkie programy, tylko regularne, krótkie przeglądy:

  • co w tym tygodniu generowało największe straty czasu?
  • gdzie najczęściej wracały poprawki?
  • co powodowało opóźnienia?
  • które decyzje były podejmowane za późno?

To można robić nawet w małej firmie i bez „leanowych” ceremonii. Liczy się jedno: żeby problemy nie ginęły w bieżączce.

Co warto wdrożyć od jutra: 4 obszary, które dają szybkie efekty?

Żeby nie zostać przy teorii, poniżej masz cztery obszary, które w praktyce najczęściej przynoszą oszczędności bez ryzyka utraty jakości.

1) Priorytety i plan dnia, który jest widoczny dla wszystkich

Jeśli plan jest „w głowie” albo w mailu, to ludzie i tak działają na domysły. Widoczny plan ogranicza chaos, a chaos kosztuje.

W praktyce działa:

  • jeden widoczny plan (tablica / ekran / arkusz),
  • codzienna krótka odprawa,
  • jasna zasada: co jest TOP 3 na dziś.

2) Standardy pracy tam, gdzie najczęściej są poprawki

Nie wszystko trzeba standaryzować. Wystarczy tam, gdzie poprawki wracają jak bumerang.

W praktyce działa:

  • prosta instrukcja ze zdjęciem,
  • lista kontrolna jakości,
  • jedna osoba odpowiedzialna za aktualność standardu.

3) Porządek w przepływie informacji

Kosztują nie tylko błędy, ale samo dopytywanie. Jeśli ludzie muszą „wydzwaniać” po informacje, to firma płaci czasem.

W praktyce działa:

  • jedno miejsce na informacje o zleceniu (parametry, termin, uwagi),
  • zasada: zmiana = aktualizacja informacji + komunikat,
  • krótsza ścieżka decyzyjna (kto zatwierdza i kiedy).

4) Magazyn i zamrożona gotówka

W wielu firmach „oszczędności” leżą na półkach. Za dużo materiału, za dużo półproduktów, za dużo „zapasów bezpieczeństwa”, które są efektem braku zaufania do procesu.

W praktyce działa:

  • przegląd zapasów: co leży > 90 dni,
  • decyzja: używamy / sprzedajemy / utylizujemy,

ograniczenie zamawiania „na wszelki wypadek”.

Podsumowanie – czym naprawdę jest cost-saving?

Cost-saving w praktyce to nie jest polowanie na najtańszą opcję i nie jest to przerzucanie kosztów na ludzi. To jest odzyskiwanie pieniędzy, które firma traci przez chaos, poprawki, brak standardów, złe przepływy informacji i zamrożoną gotówkę.

Najlepsze oszczędności wyglądają często… nudno. Bo to nie są wielkie akcje, tylko porządek: plan, standard, komunikacja i odpowiedzialność. I dopiero na tym fundamencie można ciąć koszty tak, żeby jakość nawet nie drgnęła.

Autor: Krzysztof Pawłowski

Partner zarządzający, konsultant