Rysunek techniczny – rozmowa z gościem specjalnym

 

Zawsze dbamy o te trzy składowe: cenę, czas realizacji i jakość tego produktu, który produkujemy czy usługi, którą wytwarzamy. I de facto z rysunkiem technicznym możecie spotkać się w każdym z tych etapów. Bo przede wszystkim jeżeli mówimy o obszarach jakościowych, gdzie ta dokumentacja techniczna pozwala Wam zapoznać się czy z produktem, czy z wymaganiami klienta. Przez cenę, gdzie często przy ofertowaniu różnego rodzaju parku maszynowego, przy
chociażby częściach zamiennych czy przy zakupie różnych form, nowych sprawdzianów, nowego oprzyrządowania e rysunki się pojawiają i bardzo często również trzeba z nich w jakiś sposób korzystać. No i mówimy też o czasie realizacji. Czas z naszej strony jest kluczową sprawą. Zawsze jesteśmy w stanie ten rysunek szybciej przetworzyć, szybciej go przeczytać i przerobić te wszystkie informacje, przetworzyć je tym uniwersalnym językiem, którym możemy się porozumiewać ze wszystkimi.

 

Gość specjalny – Michał Gunia

Inżynier ds. projektów technicznych z doświadczeniem w branżach FMCG. Współpracuje w międzynarodowym środowisku odpowiadając za projekty rozwojowe grup kapitałowych w tym: wdrożenie nowych produktów, projektowanie linii produkcyjnych oraz usprawnianie istniejącej infrastruktury. Posiada doświadczenie we współpracy w interdyscyplinarnych zespołach realizujących projekty Lean Six Sigma.

 

Piotr Golonka:

Michał zajmuje się na co dzień zarządzaniem projektami w firmach produkcyjnych. Michał pracuje głównie w branży spożywczej. Ma tego doświadczenia trochę, więc mam nadzieję, że też będzie okazja tutaj go podpytać i żeby się z nami tym wszystkim podzielił. No to ja klasycznie zacznę – daleko mi do rasowego podcastera, ale jak już się uczyć, to od najlepszych – cześć Michał. Powiedz nam, czym się zajmujesz i co ostatnio czytałeś?

Michał Gunia:

No proszę. Nie spodziewałem się, że to pytanie kiedyś usłyszę, ale bardzo się cieszę, że o to pytasz. Jestem Michał, jak już Piotrek wspomniał. Jestem inżynierem projektów w firmach produkcyjnych. Co ostatnio czytałem? Może tu będzie krótsza odpowiedź. Ostatnio wpadła mi w ręce książka można by powiedzieć w wersji papierowej, którą kiedyś czytałem jako audiobooka. To jest taki poradnik, książka wydana przez Michała Śliwińskiego o metodologii, jak tam można sobie fajnie zarządzać w metodyce Getting things done.. Ja to stosuję od lat, więc nie jest mi to obce, ale wpadła mi w ręce wersja drukowana i chciałem takiego trochę analoga przeczytać, bo dawno tego nie robiłem. To jest taka bardziej broszurka, książeczka, no ale powiedzmy, że sobie coś tam przypomniałem, co piszą, coś sobie odświeżyłem, coś może nowego odkryłem. Tak że polecam, bo to można chyba pobrać w tej chwili nawet w wersji cyfrowej i sobie przeczytać. Fajnie można nie zapominać o tym, co w pracy i co w domu, zapisując te wszystkie rzeczy. Tak że to ze strony odpowiadając na Twoje pytanie.

            Czym się zajmuję? Zajmuję się tym, żeby inwestycje w firmach produkcyjnych zakończyły się sukcesem. Do tego dążę i to są moje założenia, to są moje cele. Cóż więcej powiedzieć? Nie wiem, pewnie ktoś ze słuchających pracuje w firmie produkcyjnej bądź w jakiejś innej. Każda firma ma budżet na inwestycje. Każda firma się rozwija. I wiele z firm produkcyjnych potrzebuje takiej osoby jak ja na pełny etat, żeby poprowadzić, skoordynować pomoc, ocenić technologię, w którą dana firma chce zainwestować, poszukać dostawców na rynku, poszukać czegoś co może przyniesie im większą konkurencyjność w przyszłości. Ja od takich założeń, od jakiegoś business case’u, aż do takiego powiedzmy, że przecięcia wstęgi i puszczenia maszyn w ruch, osiągnięcia wydajności zakładanej, no to ja w tym uczestniczę i zajmuję się tym, żeby to było wszystko w terminie, w budżecie i oczywiście żeby to spełniało swoje zadanie jako technologia.

PG: Okej, czyli parafrazując trochę, Michał, jesteś specjalistą w wydawaniu cudzych pieniędzy, ale w taki sposób, żeby on się o nie nie martwił. Żeby na samym początku, jak jest pewien koncept, to Ty go materializujesz i dbasz o to, żeby tam po drodze wszystko się działo tak, jak należy. Oczywiście nie wszystko jest na Twojej głowie. Prawdopodobnie współpracujesz z różnej maści specjalistami od różnych branż. Czy ja to dobrze zrozumiałem?

MG: Tak. Nie wszystko jest na mojej głowie. Ja muszę czuwać nad tym, żeby cały koncept był zgodny. Natomiast posiłkuję się różnymi specjalistami, to fakt, z różnych branż. I to jest takie moje główne zadanie.

          Powiedziałem, że projekt każdy dochodzi do końca. Niektóre projekty okazują się na etapie jakiejś analizy, że niekoniecznie są takie, jak ktoś sobie na początku wymyślał. Więc nie wszystkie się kończą, można tak powiedzieć, ale dla niektórych to bardzo dobrze, że się nie kończą. [uśmiech] I tak, posiłkuję się specjalistami.

 

PG: No cóż, projekt ma osiągać pewne cele, więc jeżeli sobie zdamy sprawę z tego, że tych celi nie da się osiągnąć, albo że nasz budżet przekraczają, to trzeba się wycofać z tego projektu i jest to jak najbardziej zasadne.

         A Michał, my się znamy nie od dziś, mamy tą historię naszą dłuższą, więc co nieco wiem z mojej perspektywy, gdzie to się zaczęło. Wiem, że Twój tata ma mocną głowę do rysowania, do majsterkowania, więc podejrzewam, że ten rysunek techniczny, może nie w takiej czystej postaci na kartce, co bardziej takie wyobrażenia tego, myślenia technicznego, zrozumienia tego wszystkiego, pojawiło się już jakiś czas temu w Twojej głowie. A jakbyś miał tak powiedzieć stricte historię Twoją z rysunkiem technicznym. Kiedy to się zaczęło? Gdzie szukać tych korzeni? Co Cię skłoniło do tego, że ten rysunek w ogóle się w Twoim życiu gdzieś tam pojawił?

MG: Ja swoją przygodę z rysunkiem technicznym zacząłem dopiero na studiach. To były studia na Wydziale Mechanicznym AGH i tam na tych studiach przez pierwsze pół roku męczono nas na zapisie konstrukcji. Męczono nas, mogę powiedzieć to otwarcie, bo musieliśmy, chociaż ja nie jestem osobą, która jest sprzed ery komputerów, bez przesady, już na studiach wiedzieliśmy, co to jest AutoCAD i wszyscy tego używali, a my dalej łamaliśmy sobie ołówki, bo przez pierwsze pół roku tylko i wyłącznie ręcznie musieliśmy te rysunki tworzyć. I tam to się zaczęło.

         Wspomniałeś o moim tacie. Tak, tata zawsze działał i zawsze miał głowę pełną pomysłów, i do tej pory go za to cenię i szanuję, że tworzy i ratuje rzeczy, które się wydawały nie do odratowania. Więc gdzieś tam mi to zakorzenił, natomiast ja to zacząłem samą przygodę z metodologią rysunku, z tym jak do tego podchodzić, to się zaczęło u mnie dopiero na studiach.

         No i trwa do dzisiaj poniekąd. Nie jest tak, że rysuję cały czas, ale na pewno cały czas czytam te rysunki.

PG: Ja myślę, że to jest coś, z czym wielu z nas się właśnie boryka. Bo często wydaje się nam, że znajomość tego rysunku technicznego jest taka zero-jedynkowa: albo go znamy, albo go nie znamy. Niemniej jednak trochę nawiązując do Twojej historii, studiowaliśmy na tej samej uczelni w Krakowie. Co prawda na innych wydziałach, ale rysunek techniczny wyglądał dokładnie tak samo u nas, gdzie był pan profesor, który przez cały semestr prosił, żebyśmy w pięknym zeszycie A4 oczywiście notowali. Generalnie z perspektywy czasu nie uważam tego za stratę. Nauczyło to nas oczywiście cierpliwości, wytrwałości i też szybkiego skreślenia czegoś na tak zwanym kolanie. Natomiast fakt, dzisiaj te rysunki to głównie mamy pomoc komputerów, różnego rodzaju oprogramowania.

        Ale jeszcze wracając do tego zero-jedynkowego podejścia do rysunku technicznego, wielu ludziom się wydaje, że to albo się potrafi, albo nie. Natomiast ja też widzę ze swojej perspektywy, że zdecydowanie częściej przychodzi mi czytać taki rysunek techniczny. Jeżeli mam jakiś koncept do przekazania, jak trzeba go wyrzucić z głowy, przelać na kartkę papieru. Natomiast z drugiej strony często przychodzą do nas gotowe rysunki, które musimy czytać. My oczywiście trochę z innej perspektywy, ale jak najbardziej się z Tobą zgadzam, że samo czytanie rysunku technicznego jest naprawdę umiejętnością, która pozwala już czuć się pewnie w pracy i w różnego rodzaju sytuacjach.

        Ja tam wspomniałem wcześniej, że żeby stać się sprawnym, przeciętnym, ponadprzeciętnym może amatorem, to trzeba poświęcić te 15 minut, 20 minut dziennie choćby przez miesiąc. Powiedz mi, z Twojej perspektywy, z takiej pracy na co dzień, to w co zainwestowałbyś taki czas? Gdybyś się uczył rysunku technicznego, jakie umiejętności z Twojej perspektywy są najbardziej przydatne, w które warto byłoby zainwestować i pracować mądrzej, a nie więcej?

MG: Tak, Piotrku, to jest bardzo dobre pytanie. To zależy. [uśmiech]

          W ogóle dobrze, że o tym powiedziałeś, bo faktycznie między czytaniem a rysowaniem to można postawić taki slash. Wiele osób, jak pada hasło techniczny, to wyobrażają sobie deski kreślarskie, wielu ludzi, którzy tak naprawdę są zatopieni w rysunku bądź jakiegoś architekta otoczonego monitorami. I tak naprawdę ten rysunek techniczny w wielu głowach urasta do takiej rangi czegoś takiego ponadprzeciętnego, oderwanego trochę od naszej codziennej rzeczywistości.

          A z drugiej strony czytamy rysunki na co dzień i nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Pewnie każdy z Was miał sytuację, że skręcał coś z Ikei i musiał patrzeć na rysunek, jak to ma być dalej. I tu też jest pewnego rodzaju rysunek techniczny. Oczywiście on troszkę ma inne zasady niż ten, o którym jest nasz kurs, natomiast jest to to, co otacza nas na co dzień i nie ma co tego się bać.

           Pytałeś, jak stać się tym zaawansowanym amatorem bądź dobrym amatorem. I tutaj właśnie porównując do tego, co wcześniej powiedziałem, jeżeli chcemy czytać rysunki techniczne, no to potrzebne są nam dwie rzeczy. Czyli to jest taka jedna ścieżka. Powiedzmy, że nie zamierzamy rysować. Chcielibyśmy umieć je odczytywać. To po pierwsze powinniśmy znać zasady. Zasady podstawowe. Ich tak naprawdę nie ma wiele. Wszystkie podstawowe zasady są w naszym kursie. I po drugie, praktyka, czyli rysunek za rysunkiem. Dostawać, prosić kogoś, szukać w internecie i próbować zrozumieć, co na tym rysunku jest przedstawione.

          Druga ścieżka to jest to, że chcemy te rysunki tworzyć. Tutaj są też dwa narzędzia. Czyli po pierwsze musimy znać podstawy, a po drugie powinniśmy poznać jakieś narzędzie do wykonywania tych rysunków. Bo od razu jak ktoś mówi „rysunek techniczny”, to myśli „Pewnie jakiś AutoCAD albo coś podobnego, jakiś Inventor, SolidWorks. To są narzędzia. Samo narzędzie nie uczyni nikogo rysownikiem. Powinien wiedzieć, co tak naprawdę chce przedstawić i jakie są zasady przedstawiania tych przedmiotów na rysunku technicznym, a następnie dopiero powinien uczyć się narzędzia. Jeżeli chce rysować, to właśnie tak powinien przeprowadzić swoją ścieżkę nauki, żeby dojść do tego człowieka, który potrafi ten rysunek stworzyć.

          Ja zawsze lubię rysunek techniczny porównywać sobie, żeby tak bardziej zejść do takiego naszego codziennego życia, no to porównywać do nauki języka. O tym też wspomniałem w artykule. Wiele osób, jak już nie może się dogadać w jakimś języku, będąc za granicą, to powiedzmy, że rysuje coś na kartce. To jest bardzo częsty widok. Jakbyśmy się zastanowili, to czasami jak dwie osoby nie mogą się dogadać a propos jakiejś kwestii – nie wiem, przyjechał do nas meblarz i chcemy mu powiedzieć, jak ta nasza szafa ma wyglądać – no to nie idzie nam ta rozmowa, on używa innych słów, my używamy innych, on zna to fachowe słownictwo, my nie. I tak naprawdę często schodzi do tego, że wyciągamy kartkę papieru i mówimy mu: „No proszę pana, tak to ma wyglądać”. Dla nas to jest akie proste. I ten rysunek czasami, nawet taki odręczny, łączy te dwie różne osoby o różnej znajomości. Sprowadza ich do jednego marginesu. Sprowadza ich do jednego równania.

          Więc porównanie tego do języka jest super, bo jest tak samo uniwersalny, możemy narysować coś tu, przesłać za granicę i ta osoba prawdopodobnie tak samo to zrozumie. Jeżeli będziemy oczywiście trzymać się zasad, tak samo jak w języku. I tutaj porównując dalej ten mój wywód dotyczący odczytywania i tworzenia rysunków, to jeżeli uczymy się języka, bo uczymy się go albo żeby pisać książki w tym języku, albo żeby po prostu zamówić sobie za granicą kawę w jakimś lokalu i wystarczy nam komunikatywna wersja tego języka. Tak samo jest z rysunkiem. Jeżeli chcemy być twórcami, to musimy poznać jeszcze dodatkowo narzędzie. Jeżeli chcemy tylko odczytywać albo zacząć naszą przygodę z rysunkiem od tego, żeby uczyć się i umieć odczytywać ten rysunek, no to powinniśmy znać jego zasady, znać jego podstawy.

 

 

Szkolenie Online
Rysunek techniczny dla inżyniera

 Wymiarowanie rysunków technicznych
 Używanie symboli do określania powierzchni
 Unikanie błędów podczas drukowania rysunków
 Dostrzeganie różnic pomiędzy rysunkami warsztatowymi a złożeniowymi
 Zastosowanie odpowiednich pasowań

Zobacz szkolenie

PG: Fajne porównanie w sumie. Mówisz o tej kawie. Trochę bardziej z wakacjami mi się kojarzy to, że ludzie często jak gdzieś jadą, to pierwsze czego się uczą w danym języku to zamawiać piwo. Ale myślę, że kawa jest równie przydatna. Jak będziemy jechać z żonami gdzieś, to pewnie będziemy zamawiać jedno i drugie, więc tu pełna zgoda.

         A w sumie jeszcze tak w nawiązaniu do Twojej wypowiedzi, bo mówisz, że ułatwia to komunikację z ludźmi z zagranicy. Czy miałeś jakieś ciekawe sytuacje? Bo rozumiem, że pracujesz w dużej firmie. Masz takie projekty, które często przewyższają roczne PKB niektórych krajów, tych mniej rozwiniętych. Zakładam, że współpracujesz z różnymi dostawcami z różnych krajów. Czy miałeś jakieś ciekawe sytuacje, gdzie patrzyliście na ten sam rysunek, a widzieliście coś innego albo jakieś takie małe niuanse? Czy są jakieś takie rzeczy, czy ten rysunek po prostu wyjaśnia wszystko i nie ma jakichś tam problemów z tym?

MG: Rzadko się zdarzają, to tak samo jak w każdym języku, są pewne zasady, które są takie stricte przylepione do krajów. Można powiedzieć, że jak rozmawiamy po angielsku z Irlandczykiem, a rozmawiamy po angielsku ze Szkotem bądź z kimś, kto mieszka w Londynie, to również są jakieś tam małe naleciałości, w których można się nie dogadać. Tak samo jest z rysunkiem. Są takie mniejsze rzeczy i zasady, które gdzieś może były bardziej popularne i przystały do tego rysunku. Ja, żeby się nie dogadać na poziomie rysunku, takiej sytuacji chyba nie miałem. Na pewno miałem sytuacje, że się nie dogadywaliśmy na podstawie umowy, która była sporządzona i to według mnie jest powód, dla którego rysunek jest fajną formą przekazu, ponieważ z rysunku ciężko jest odczytać dwuznacznie. A na przykład zapisy umowne można odczytywać dwuznacznie i pewnie każdy z nas o tym wie, że to się zdarza. I tak samo zdarza się w dużych firmach, gdzie może ktoś zrozumiał bądź niekoniecznie chciał zrozumieć coś dwuznacznie i tak to zapisał, zostawiając sobie jakąś furtkę. Więc takiej sytuacji nie miałem.

            Sytuacji z rysunkiem miałem pewnie parę fajnych, jakichś śmiesznych, gdzie tak naprawdę brakowało tych rysunków. Miałem kiedyś taką sytuację, opowiadał mi o tej sytuacji dostawca. Że pojechał do fabryki, w której miał stawiać linię. Ona miała być dość długa, chyba z 70 metrów. I nie było lay-outu oczywiście, bo lay-outy w fabryce aktualizuje się tylko wtedy, kiedy trzeba, a nie na co dzień, tak jak się powinno. I nie było lay-outu aktualnego, była tam jakaś rozbudowa. Poszedł, na szybko policzył, ile jest słupów, zmierzył odległość między nimi, pomnożył, wyszło mu tam ileś, stwierdził, że się zmieści. Potem się okazało, że on policzył ilość słupów i zmierzył, a powinien ilość przerw między słupami pomierzyć i brakło mu 5 metrów. Mówi, że mocno się pocili, żeby coś zrobić. No i ten rysunek, gdzieś tam go zabrakło. Potem były jakieś tam tego konsekwencje.

            To akurat taka duża skala. Najczęściej błędy zdarzają się w małych skalach, czyli w częściach zamiennych. Krytyczne części zamienne w maszynach to najczęściej jeżeli kupujemy jakieś urządzenie, to te części zamienne krytyczne wymagamy, żeby były dostarczone również rysunki jak je wykonać. Tak żeby nie wiązać się z jedną firmą, która ma nam te części dostarczać, tylko te części, które są dorabialne, można je wykonać w Polsce, chcielibyśmy mieć rysunki warsztatowe, czyli takie, żeby można było je wykonać. No i tam często okazuje się dopiero, że na przykład błąd rysunkowy wychodzi po pięciu latach, bo po pięciu latach trzeba tą część w maszynie dorobić i ona nie pasuje. Tak że te historie z rysunkami najczęściej są długoterminowe.

PG: Powiem Ci Michał, że i tak mnie pozytywnie zaskoczyłeś, że mówisz, że po pięciu latach masz problem, bo masz rysunek. Bardzo często ja w ogóle się spotykam, że takich rysunków części zamiennych do maszyn to czasem w ogóle nie ma. Albo jak są, to nagle się okazuje, że jak tam zaglądamy, to ta część już była cztery razy przerabiana, dwa razy wymieniana i ona w ogóle już nie przypomina tego, co jest na rysunku, co tam powinno być. Bo tyle modyfikacji zaszło, że dorobienie jej na podstawie rysunku graniczy wręcz z niemożliwością. To chyba przypadłość jest też wielu firm, które w ten sposób pracują.

         No dobrze Michał, mówisz, że zajmujesz się tymi rzeczami na co dzień. Ale kiedyś musiałeś zmieniać te prace. To jest Twoja któraś z kolei praca, któraś z kolei firma. To teraz pytanie: czy jak pojawiałeś się na rozmowie kwalifikacyjnej, bo rozumiem, że ze względu na Twoje stanowisko taki rysunek mógł się tam pojawić, miałeś styczność? Jak wygląda taka rozmowa kwalifikacyjna z Twojej perspektywy? W ogóle ludzie dawali Ci do czytania rysunki?

MG: Tak, zdarzyło mi się to. Miałem taką sytuację. Dla mnie rozmowy kwalifikacyjne, na pewno jak dla każdego, są stresujące. Natomiast jak zobaczyłem, że ktoś mi podsunął rysunek, to trochę się uspokoiłem, bo stwierdziłem, że to mój grunt. Zdarzyło mi się tak. Dostałem dwa rysunki. W zasadzie jeden to był schemat, drugi to był rysunek, bo to też należy rozróżnić. Dostałem schemat, bodajże to był bilansu powietrza w wentylacji, a drugi to był rysunek jakiejś maszyny. I dostałem takie proste pytania, tak mnie testowano, czy ja w ogóle wiem, o co tam chodzi, czy będę szył, jak to na rozmowach kwalifikacyjnych. Ale wybrnąłem. Akurat schemat znałem, bo po prostu miałem z nim raz styczność. Chociaż to nie jest rzecz popularna, bo schematów jest bardzo dużo. Rozróżniając schemat i rysunek, to powiem, że rysunek to jest taki free style. Tam można wszystko, trzymając się zasad. Czyli rysuję każdy przedmiot, kształt, który mi się nasunie. Natomiast schemat to jest połączenie elementów, które są zdefiniowane wstępnie. Czyli na przykład mam schemat elektryczny, to większość elementów elektrycznych jest opisanych, można ich używać i to są gotowe symbole. Tak samo na przykład jest ze schematem pneumatycznym, gdzie mamy te siłowniki, mamy te zawory, mamy korzystać z bazy i po prostu je łączymy ze sobą. To jest takie schematyczne podejście. Są tez schematy blokowe. Każdy zna pewnie z lekcji informatyki pytanie, czy klikasz, czy nie klikasz, Enter czy nie Enter, przechodzisz do następnego bloku żeby po prostu zobrazować, jak działa podstawowy algorytm. To też jest jakiś schemat.

          No i faktycznie, miałem taką sytuację, ale tak jak mówię, akurat dobrze mi poszło. Powiedzmy, że z rysunkiem nie miałbym problemów, natomiast schemat mnie zaskoczył i akurat miałem szczęście, że miałem z nim styczność już wcześniej. Bo mogłem dostać inny schemat i mogłem akurat nie znać symboli innego schematu. No bo tutaj jak mówię, tutaj ta wiedza jest.

          Fajnie jest uczyć się tak naprawdę. Nauka rysunku to jest bardziej praktyka, nauka schematów to jest bardziej takie powtarzanie, bym powiedział, bo wtedy już te symbole jednak trzeba znać, one się różnią niewielkimi detalami. Są do tego, widziałem kiedyś, nawet fiszki w internecie, tak że można to też rozwijać sobie, takie umiejętności w sobie, jeżeli ma się potrzebę poznawania. Tak że zachęcam.

PG: Faktycznie, mówisz o schematach i my w ubiegłym miesiącu akurat robiliśmy z Marcinem tu Excela, ale dwa miesiące temu rozmawialiśmy tutaj wieczorem z Patrykiem razem o VSM-ie, czyli o mapowaniu strumienia wartości. Z naszej perspektywy trochę też to postrzegamy w ten sposób, że to nie do końca jest rysunek pewnej części materialnej, ale to jest rysunek, trochę schemat, który przedstawia przepływ materiałów, informacji generalnie w przedsiębiorstwie dla wybranych strumieni wartości. Więc jak najbardziej na takim poziomie w sumie rysunkowym te zasady jeżeli się zna to fakt, one są uniwersalne wszędzie. Będą różniły się tylko symbole, więc w sumie prawda, nawet nie patrzyłem na to z tej perspektywy.

        Okej, a teraz powiedz mi, byłeś na rozmowie kwalifikacyjnej, mówisz, że dostałeś te rysunki. No i teraz przychodzisz do pracy, mija tydzień, miesiąc, pół roku minęło. I tak w praktyce czy korzystałeś z tych umiejętności, które były na rozmowie, czy to bardziej było tak żeby sprawdzić dla zasady, że potrafisz czytać rysunek?

MG: Ja korzystam z tych rzeczy na co dzień. Korzystam z nich bardziej w sposób, tak jak mówiłem, odtwórczy. Bo ja jestem inżynierem projektów, nie jestem projektantem. Projektant to już jest typowo ktoś, kto tylko i wyłącznie swój czas pracy spędza przed komputerem i ciągle rysuje.

          Jako inżynier projektów ja mam taką potrzebę aby znać to wszystko, natomiast nie w każdej chwili używam wszystkiego. Ponieważ inwestycje się różnią od siebie, raczej nikt nie potrzebuje człowieka, który by w kółko kupował to samo i w kółko kupował jedną maszynę, bo do tego nie trzeba osobnej osoby. Natomiast inwestycje się zmieniają, więc to jest nauka on the job training, można powiedzieć, czyli cały czas coś się tam dzieje.

          W takiej codzienności mojej to stykam się z rysunkiem na pewno kilkukrotnie. Pierwszy raz to jest wtedy, kiedy budujemy jakież założenia. Powiedzmy, że mamy jakiś produkt, który chcemy zmienić bądź zmienić sposób jego wytwarzania, bądź mamy jakiś nowy produkt. To zaczynamy od tego, żeby dowiedzieć się, jak ten produkt ma wyglądać. To tutaj pasowałoby znać rysunki tego naszego przykładowego produktu i wiedzieć, jakie on ma tolerancje, z czym się mierzymy, czy wiemy na ten temat wystarczająco dużo żeby szukać do tego technologii, żeby tą technologię do tego dopasowywać. To jest taki pierwszy moment, kiedy ja się spotykam z rysunkami.

          Drugim momentem dla mnie to jest moment, kiedy muszę określić, gdzie to ma tak naprawdę stanąć, więc muszę znać lay-out całego zakładu i jakoś tam nim operować. To jest już taka moja codzienność.

          Trzecia to przy już rozmowach z dostawcami. Jeżeli mamy już specyfikację zbudowaną, podchodzimy do kogoś z pytaniem, czy jest w stanie dla nas coś wykonać bądź szukamy firmy, która już tą maszynę dla nas ma, ponieważ specjalizuje się w tym, no i zaczynamy z nimi rozmowę. Wtedy znowu pojawiają się rysunki. Po pierwsze rysunki samych maszyn, opisujące zasady działania i to jest taki drugi element. Często takie spotkania rysunkowe, jeżeli maszyna jest dopasowywana, taki custom made, to bardzo często się zdarza. Mało jest takich maszyn gotowych, z półki. Czyli idziemy i chcemy kupić maszynę, żeby produkowała nam butelki PET, to jest kilku producentów, którzy się w tym specjalizują, natomiast jeżeli będziemy chcieli zrobić coś lekko innego, no to już pewnie będzie ich dużo mniej i pewnie ktoś będzie musiał dopasować się do nas, na przykład kształtem, wysokością tej butelki. To już wtedy, jeżeli będziemy mieć bardzo finezyjne swoje założenia, to szukamy kogoś, kto zrobi nam to tylko dla nas. No i wtedy takie spotkania rysunkowe dlatego właśnie nazywają się designer view, czyli takie w nomenklaturze też projektowej, to są takie spotkania, gdzie jedna strona prezentuje, co by chciała, jak to proponuje, a klient odpowiada, czy to mu pasuje, czy to mu nie pasuje.

          Potem idąc już taką typową rutyną, to jeżeli już to wszystko mamy dograne, to podchodzimy do tematu tego, żeby te urządzenia na końcu wprowadzić chociażby na obszar. I tutaj zaczynają się różne śmieszne albo i żałosne sytuacje, w których trzeba tak naprawdę dookreślić gabaryty tych urządzeń, też brać to z rysunku i poszukać na to miejsca, jak to w ogóle włożyć, jaką techniką. Czasami coś trzeba wkładać na piętra, używać dźwigów, rozmontowywać, demontować. Tutaj jest taki typowo już aspekt samego dostarczenia.

          No i na końcu znowu wracamy do tych założeń projektowych. Czyli maszyna już powiedzmy, że ruszyła, wszystko jest okej, no to weryfikujemy, czy to co ta maszyna nam produkuje, czy spełnia nasze oczekiwania. Jeżeli produkujemy jakiś przedmiot, chcielibyśmy, żeby nasza butelka przykładowo mieściła się między 5 centymetrów plus minus 0,5 milimetra, no to korzystając z tego rysunku, mierząc produkt przy odbiorze i to wtedy już jest dla nas znowu powrót do tych założeń. Znowu jest kwestia rysunku.

          Pomiędzy tym rozpoczęciem a zakończeniem w zależności od tematu występują różne potrzeby rysunkowe, nie tylko dotyczące maszyn. Czasami trzeba zrobić jakąś instalację w fabryce, która doprowadzi nam chociażby azot, sprężone powietrze, wodę, instalację tryskaczową. Wszystkie te inne kwestie też wymagają rysunków, też wymagają zatwierdzeń. Tam często jest kwestia i schematów, i rysunków. Tak że dużo czasu spędzam, natomiast najczęściej są to po prostu czytane przeze mnie rysunki.

          Na końcu jeszcze, to już o tym wspomniałem, to nasze przekazywanie i te części zamienne. Każda taka inwestycja musi zakończyć się złożeniem dokumentacji dla na przykład działu utrzymania ruchu, żeby miał potem z czego korzystać, dla użytkownika, żeby miał instrukcję. No i tam też te rysunki występują. Najczęściej z praktyki wiem, że tą dokumentację po prostu się odbiera i jeśli ona ma na przykład sto rysunków części zamiennych, to czasami jest taka decyzja: „Zostawmy sobie to. Jak coś się zepsuje, to będziemy do tego wracać”. Nikt nie rozkręca maszyny i nie sprawdza, czy ta część faktycznie jest zgodnie z rysunkiem, czy nie, już na tym etapie, jak jeszcze się nie popsuła. Tak to wygląda. Tak że tak moje życie zawodowe opisałem w skrócie, na styku z rysunkiem.

PG: To powiem, że przekrojowo. Ja na początku wspomniałem, że my stykamy się z naszej perspektywy, ta cena, czas realizacji i jakość się stykają, czyli bezpośrednio przy tych produkcyjnych tematach. Ewentualnie jakichś inwestycyjnych, ale bardziej mówimy w kontekście takich mniejszych czy średnich inwestycji. Natomiast fakt, nie podchodzimy do tych tematów aż tak przekrojowo. A jeśli to fakt, najczęściej też albo zespołowo, albo trafiamy na dobrego inżyniera projektów, z którym współpracujemy w tych tematach, bo ta wiedza później wykracza poza nasze kompetencje chociażby.

        Okej, Michał, powiedz mi w takim razie, tyle różnych tak naprawdę aspektów. Bardzo przekrojowo. I mówisz liczenie przepływów powietrznych w wentylacji, i jakieś wydajności cieplne, i mówisz o liniach, i mówisz o lay-outach, i mówisz o parametrach części czy parametrach dosłownie konkretnych wyrobów. To powiedz mi, jak sobie z tym radzisz? Bo rozumiem, że pewnie nie można Cię już zastać przy desce kreślarskiej albo przynajmniej u Was w firmie. Więc jak czytasz rysunki, to czytasz je na papierze, czy raczej już mówimy o takim czytaniu, że dostajesz pewnego rodzaju plik czy 2, czy 3D nawet jakieś odwzorowane i sobie obrabiasz, i patrzysz sobie na niego stricte na komputerze? Jaki jest stosunek papieru do już tych technologii, czyli komputera w dzisiejszych czasach?

MG: W dzisiejszych czasach, Piotrku, wszystko się dzieje w komputerze. Tu już nie ma miejsca na papier. Papier jest tylko, jak chcemy poczytać książkę i odciąć się od technologii. Nie no fakt, dokumentacja techniczna zawsze, jest taki zwyczaj, jest dostarczana w formie papierowej. I to wynika też z tego, że to co tam jest zawarte, bardzo często używa się właśnie bezpośrednio przy maszynie. Schemat elektryczny – konieczność, musi być w tej szafie. Instrukcja użytkowania bezpiecznego maszyny – jest obowiązek prawny, żeby była przy tej maszynie i operator musi znać. Tak że tutaj są pewne rzeczy, które po prostu ułatwiają. Dokumentacja drukowana jednak bardzo się przydaje.

          Jeżeli chodzi o rysunki, którymi ja się posługuję, to ja powiedzmy, że 95 procent tych rysunków dostaję w formie elektronicznej. Czasami sobie je drukuję, bo jeżeli zaczynamy montować jakiś obszar, to jest jakaś instalacja, wchodzi w skład wiele maszyn, wiele urządzeń plus jakieś zmiany infrastrukturalne, to dobrze jednak wydrukować na takiej wielkiej płachcie, arkuszu A2, gdzieś to powiesić, żeby nie musieć szukać na telefonie i pokazywać, tylko żeby stanąć przy tym i namacalnie na przykład z ludźmi coś ustalić, którzy na przykład przeprowadzają nam proces instalacji. Czy to ma być tu, czy to ma być tam.

          I ten papier tak naprawdę bardzo często jest używany, ale tylko do tych takich zadań w terenie, bym powiedział. Tam ta technologia to jakoś nie zawsze się sprawdza. Ten ekran komputera nigdy nie jest aż tak duży jak kartka A2 i po prostu jest to wygoda.

          W formie elektronicznej w tej chwili większość dostawców jednak projektuje 3D. Dawniej było takie rozróżnienie, czy ktoś robi coś w 2D, czy w 3D. W tej chwili robiąc model jakiegoś elementu w 3D. Od razu możemy wygenerować sobie z tego rzuty 2D bezpośrednio, więc to nie wymaga dodatkowej pracy. Natomiast jeżeli mielibyśmy model 2D i chcielibyśmy z niego wyrysować model 3D, to już jest zrobienie tej roboty dwa razy. I tutaj najczęściej to są projekty 3D.

          Jeżeli chodzi o formaty, na przykład ciekawostką jest to, że w tej chwili można wiele brył obracać w PDF-ie 3D. Oczywiście mając te rysunki 2D, przedstawiamy to jakimś innym działom, które nie posiadają AutoCada i musimy im przesłać te nasze rysunki bądź rysunki dostawców w PDF-ie. No i fajnie, teraz taka możliwość jest, już od dłuższego czasu, można wygenerować PDF-a 3D. Każdy ma przeglądarkę PDF-ów, może sobie otworzyć i obracać tym modelem 3D tego, co tam chcemy zrobić.

          Ja chociażby robię tak, gdy komunikuję się z ludźmi, którzy nie korzystają z AutoCada, a na przykład chcę, żeby oni zwizualizowali sobie to, co robimy. Przykład, to jest najczęściej dział BHP, gdzie często odbierając maszyny, trzeba dorobić jakieś barierki, trzeba dorobić jakieś ogrodzenie. Oni mają jakąś swoją wizję, jakoś to w swojej wyobraźni widzą. Nie potrafią za bardzo tego narysować, ale mamy projektanta, może nam to narysować w 3D, wrzucić w PDF-a 3D. No i ta osoba sobie to obraca i mówi: „Nie nie, to nie jest to, co sobie wyobrażałem”. No i my zaoszczędzamy w ten sposób trzy tygodnie w projekcie, bo już tą negację usłyszeliśmy teraz, a nie jak to już stoi i „Nie nie, nie podoba mi się ten płot, musimy go zrobić inaczej”.

PG: Skąd my to znamy? Tak.

MG: To się dzieje, takie rzeczy są. I cóż, wyobraźnia – nasz najsilniejszy silnik graficzny nie zawsze jest tak rozwinięty, żeby sobie jednoznacznie dwie osoby wyobrażały dokładnie to samo, więc tutaj przychodzi z pomocą ten rysunek 3D.

PG: A co wybierasz pod kątem technologii, jeśli chodzi o rysunek techniczny? Jeszcze tak w nawiązaniu, my, jeżeli cokolwiek stosujemy, bardzo często jeżeli pracujemy na rysunku technicznym, my pracujemy często na lay-outach. Czyli mówimy stricte o rzucie 2D z ustawieniem maszyn, pewnego przepływu. To jest rzecz, z której korzystamy na pewno najczęściej, jeżeli chodzi o rysowanie, o projektowanie. Jeżeli chodzi o czytanie, to fakt, części jakościowe czy części zamienne, czy części od różnego rodzaju dostawców, tak jak mówisz właśnie te ogrodzenia, do nas też trafiają różnego rodzaju takie inwestycje mniejsze i średnie, które musimy zweryfikować, zaakceptować. Czasem korzystamy też ze SketchUpa. To jest takie darmowe narzędzie, które w sumie ma bardzo fajne funkcjonalności, bo ma fajny silnik graficzny, do którego można zaimportować mnóstwo przedmiotów i obiektów, bo ma taką bardzo szeroką bazę, i wcale nie trzeba się trudzić żeby pewne rzeczy narysować, rysując je samemu, tylko można je pobrać z takiej darmowej bazy. Jak na darmowy program, uważam, że te funkcjonalności ma naprawdę bardzo duże. Więc to tak trochę z naszego podwórka. A Ty z czego najwięcej korzystasz i jakie też widzisz różnice między tymi oprogramowaniami? Co tu jest bardziej na korzyść?

MG: Ja w swojej karierze to korzystałem z dwóch w zasadzie programów. Korzystałem z AutoCada i korzystałem z Inventora czyli tej wersji trójwymiarowej. Z Inventora nawet sam robiłem kurs praktyczny w pierwszym semestrze studiów, żeby trochę ochłonąć od tych ołówków i trochę zaczerpnąć tej technologii, bo jednak to jest przyszłość.

          Ciężko tak naprawdę powiedzieć bezpośrednio co wybrać, bo to też zależy. Tutaj będę się posługiwał tym słowem, ale wyjaśniam. Najczęściej jednak licencje na oprogramowania te z górnej półki popularności, czyli SolidWorks, AutoCad, Inventor, to są programy, których licencje są naprawdę drogie. I najczęściej jeżeli idziemy do pracy, w której mamy z tego korzystać, to korzystamy z tego, co zastaniemy. Czyli jeżeli nasz pracodawca ma licencję na AutoCada, to korzystamy z tego AutoCada.

          Jak podchodzić do wyboru, jeżeli mamy się zastanowić, czego się uczyć, którego narzędzia się uczyć, to ja raz się spotkałem z badaniem tego, co jest popularne, co nie. To było chyba RedEdit. Tam jest bardzo duża społeczność AutoCada. Chyba w tej chwili 20 tysięcy ludzi tam sobie nawzajem pomaga, jeśli ma jakiś problem rysunkowy bądź pytanie, więc to jest dużo ludzi. I tam ktoś kiedyś zrobił badanie, taką ankietę, czego używacie. No to pokazało się, że 20 czy 25 procent to jest SolidWorks, 15 AutoCad i 15 Inventor. Czyli połowa populacji używa tych trzech programów. Więc jeżeli mamy się czegoś uczyć, to najlepiej tego, co jest najczęściej używane, bo wtedy mamy dużą szanse, że ta nasza wiedza zostanie wykorzystana w praktyce, na przykład jeżeli będziemy używali tego zawodowo w jakiejś pracy.

          SketchUp czy FreeCad to są bardzo fajne programy, natomiast nauka ich to jest głównie działalność własna bądź jakieś swoje własne projekty. Pamiętam, że z tej listy – jak znajdę linka, t też Wam udostępnię, bo to ciekawe porównanie było – SketchUp wtedy – tylko to badanie nie jest najświeższe, bo ono ma chyba dwa lata – SketchUp bodajże i FreeCad to było jakieś 1,5 procent, albo jedno miało 1, a drugie miało 0,5 procenta popularności. To było tak naprawdę bardzo mało.

          Natomiast daleko nie szukać, mój tata robił sobie projekt domku, który postawił koło własnego domu, 25 metrów kwadratowych, i ten projekt zrobił właśnie w SketchUpie, i na tej podstawie ktoś mu go wybudował. Tam nie ma potrzeby zrobienia projektu budowlanego, tylko zgłoszenie, więc to wystarczyło, żeby sobie postawić domek. Tak że z tego naprawdę można rzeczy też robić i do takiego domowego użytku bądź podstaw można się nauczyć.

          Tu nie ma złotej recepty. Bo nawet nauczymy się AutoCada Inventora na jakimś tam poziomie powiedzmy w danym roczniku. Ja na przykład pamiętam, że zaczynałem, jak AutoCad, Inventor to był 2007 albo 8 rok. Czyli 2008 to była wersja. I ja tak naprawdę najlepiej posługuję się właśnie tą wersją. Bo każda następna już wnosi dużo zmian, te programy są rozwijane dokłada się albo się usuwa funkcjonalności. AutoCad na przykład poszedł w coś takiego, że w 2012 on miał w sobie wszystko jako jeden program, a potem zaczęli go dzielić na wersję mechaniczną, wersję dla architektów, wersję dla elektryków. Zaczęli usuwać te funkcjonalności. Czyli można było się czegoś nauczyć wtedy, a teraz się szuka go w nowej wersji AutoCada i „Kurczę, nie ma tej wersji”. No faktycznie, bo nie ma, bo ona była.

          Dlatego nawet jeżeli tego Inventora czy AutoCada, tych popularnych programów nauczymy się na jakimś poziomie, to za rok, za dwa lata nowa edycja i tak może nas zaskoczyć. Jeżeli ktoś w tym siedzi, fora są pełne pytań, ponieważ ludzie sami czasami się zastanawiają, jak narysować coś w wersji programu, którą mają i szukają kogoś, kto im pomoże. Wiele opcji zostało usuniętych i oni szukają gdzieś na daremno, bo ich nie ma. Natomiast największa społeczność jest właśnie na najbardziej popularnych programach. Tak że jak będziecie używali FreeCada i będziecie pytać w internecie: „Słuchajcie, jak to zrobić?”, szukać odpowiedzi na coś, no to pewnie znajdziecie ich stosunkowo mniej niż tych porad z AutoCada.

          Tak że tutaj wszystko jest w zależności od potrzeb. Jeżeli chcemy coś czytać, to wystarczy nam tak naprawdę wersja AutoCada, DWG Reader bodajże on się nazywa. To jest taka darmowa zupełnie aplikacja. Można sobie to pobrać na komputer i otwierać po prostu AutoCadowe rysunki, i nawet je mierzyć, czyli wykonywać tam miary. To jest całkowicie za darmo i można te rysunki AutoCadowskie otwierać. To samo z wersją 3D. Jest po prostu DWF Viewer i tak samo można to otwierać. Więc jeżeli chcemy czytać, niekoniecznie musimy nawet wydawać złotówkę, a i tak możemy posługiwać się tym topowym oprogramowaniem, które jest najbardziej popularne. A jeżeli chcemy rysować, to w zupełności wystarczą pierwsze kroki w tych podstawowych programach, a potem jak jest możliwość to iść w to dalej.

PG: Super, ja też widzę właśnie, że te programy w niektórych kwestiach stają się coraz bardziej intuicyjne. Natomiast to o czym mówisz, że mnogość tych funkcji. Czasem jak widzę pulpit człowieka, który się tym zajmuje profesjonalnie, gdzie tych ikonek z każdej strony, te wszystkie palety, przyborniki są tam przygotowane, a to jest tylko kropla w morzu z tego, co można tam uzyskać, bo każde naciśnięcie dowolnego przycisku rozwija jeszcze kolejnych pięć opcji wyboru, które można tam zastosować, więc faktycznie idziemy w tym kierunku, że to będzie się ciągle rozwijać.

         Michał, w takim razie mam też do Ciebie kilka pytań, które się tu pojawiły. Ja myślę, że częściowo odpowiedzieliśmy na nie wcześniej, natomiast może jeszcze da się coś tutaj dopowiedzieć. Pierwsze z nich: „Jak sprawnie nauczyć pracownika czytać rysunku, który nie miał z nimi styczności? Bo w szkole raczej nie uczą takich rzeczy. Widzę to po osobach, które przychodzą teraz do firmy, gdzie pracuję i z nimi rozmawiam. Zdarza się nawet, że słabo czytają”.

         Czyli zakładam, że ktoś skończył… studia może nawet niekoniecznie, skończył jakąś szkołę, przychodzi do nas do pracy i chcemy go nauczyć czytać tego rysunku. Michał, jakieś protipy, jak byś to zrobił? Od czego byś zaczął?

MG:  Ja bym zaczął od tego, co spotkałem się, że jest największą barierą. Największą barierą jest rzutowanie, czyli jak przedstawić coś co jest w 3D na płaskim rzucie, na kartce, tak żeby było widać z każdej tej istotnej strony ten przedmiot.

            To jest coś, co nie jest łatwe i ja z tym spotkałem się nawet jeszcze na studiach, że niektórym to szło super łatwo, że potrafili to rzutowanie sobie wyobrażać, innym to szło dużo gorzej i mieli z tym duży problem.

            Tu jest ten nasz najsilniejszy, jak to mówiłem, silnik graficzny, czyli wyobraźnia i wyobraźnia przestrzenna to jest ewidentnie coś, co nie każdy będzie miał. Może to jest rzecz, z którą się rodzimy, natomiast to nie jest rzecz, którą do końca możemy wypracować. Ciężką pracą na pewno można coś więcej uzyskać.

            Ja wiem, że rzutowanie, ponieważ jak tutaj rzutować, jak człowiek tak naprawdę nie do końca wie, o co to wszystko chodzi. Więc pierwsze to trzeba wyjaśnić mu metodę, zasadę, a po drugie ćwiczeniówki.

            Ja na studiach pamiętam, że dorwałem taką ćwiczeniówkę. Nie przypomnę sobie autora teraz. Mogę poszukać i Wam dopisać, jeżeli będziecie chcieli. To była taka ćwiczeniówka na zasadzie, że po jednej stronie były trzy warianty rzutów, czyli jakiś przedmiot zrzutowany trzy razy albo cztery, a po prawej stronie był faktycznie ten przedmiot na wizjometrii, czyli w takim trójwymiarze. I trzeba było odgadnąć, które rzutowanie jest prawidłowe. Albo na odwrót, czyli na przykład było jedno rzutowanie i trzeba było odgadnąć, który przedmiot trójwymiarowy jest zrzutowany. I to było bardzo fajne, bo ich było dużo i je można było przerabiać jedno po drugim, i sobie po prostu patrzeć na wyniki: o kurczę, udało mi się albo mi się nie udało. To było wciągające, na zasadzie takiego quizu trochę.

            Bo tak jak wspomniałem wcześniej, doświadczenie jest najważniejsze. Więc jeżeli rysunek widzimy dwa razy w życiu, to siłą rzeczy ciężko będzie przeczytać nam go trzeci raz, bo to jest to początkowe stadium, które trzeba po prostu przejść. Żeby przejść je sprawnie, najlepiej po prostu poćwiczyć właśnie na takich quizach z rzutowania. No i to rzutowanie to jest taka pierwsza rzecz, bo to jest wiem, że bariera dla ludzi, żeby zobaczyć to, co jest w 3D, żeby zobaczyć to w 2D i dlaczego to tak wygląda, dlaczego tutaj jest jakieś kółko, a tam jest jakiś prostokąt i w ogóle przecież to nie o to chodziło, co ja widzę w rzeczywistości.

            Drugą rzeczą to na pewno jest wymiarowanie. Wymiarowanie ma pewne swoje zasady i nie jest to rzecz taka bardzo intuicyjna, bo wymiarowanie bardziej się robi pod ludzi, którzy mają pewną rzecz wykonać. Tutaj jest trochę znajomości technologii, obróbki skrawaniem na przykład. Jeżeli mamy część, to musimy wiedzieć, gdzie mamy zabazować to, wiemy, jak tokarka działa, jak frezarka, gdzie ten wymiar tej osobie ułatwi, jeżeli jej napiszemy, a gdzie jej utrudni. I to jest bardzo trudne. Rysownikowi ciężko jest tego się nauczyć.

            Natomiast odczytywanie wymiarów nie jest rudne. Tu nie widzę problemu. Wystarczy wyjaśnić podstawowe zasady, co te kreski oznaczają i myślę, że wymiarowanie można łatwo łyknąć.

            Więc myślę, że te dwie rzeczy to są takie protipy. Pierwsze ćwiczeniówki z rzutowania, a drugie to jest zasady wymiarowania i próba odtworzenia tego albo próba podania wymiarów na własną rękę. Dobrze jest może czasami pokazać komuś rysunek bez wymiarów, mając te wymiary gdzieś schowane, i spytać go, gdzie on by te wymiary zaznaczył i co on tam powinien mierzyć.

PG: Okej, tu mamy jeszcze jedno pytanie. „Co myślicie o zasadzie rysowania dokumentacji? Technologiczna – zgodnie z tym co jest w rysunkach – czy procesowa – zgodnie z przebiegiem procesu produkcji? Bo to nie zawsze jest to samo”. Mirku, to Twoje pytanie, prawda? Bo jesteś też z nami tutaj dzisiaj. To może ja spróbuję się do tego odnieść.

          Pytasz, przynajmniej z mojej perspektywy, jeśli ja dobrze zrozumiałem, trochę właśnie o te dwie różne rzeczy. Czyli coś, czym, jak podejrzewam, ja się częściej posługuję jako twórca, w sensie jako osoba, która chce przekazać tą wiedzę innym. Czyli wszelkiego rodzaju schematy blokowe, począwszy od takich rzeczy w stylu BPMN, tej notacji podstawowej, po mapowanie strumienia wartości. Czyli trochę bardziej procesy usługowe i trochę bardziej procesy stricte produkcyjne, już takie, gdzie tą wartość mamy zmaterializowaną, możemy ją dotknąć. Natomiast myślę, że rysunki techniczne to będą trochę w innej sferze nas wtedy dotykać.

          Natomiast faktycznie, jest dużo tych rysunków. Ja myślę, że one mają ten jeden wspólny mianownik. Jest tam pewnego rodzaju taka logika. Że jeżeli się pozna podstawowe symbole i podstawowe zasady, to naprawdę te 20 procent tych umiejętności pozwala nam śmiało, z podniesioną głową, tak jak to, Mirku, wspomniałeś, czytać te rysunki. Nie każdy z nas jest specjalistą. Nie każdy musi je od razu rysować i pisać, ale fakt, naprawdę tej wiedzy niewiele potrzeba, żeby móc po prostu bez jakiegoś większego stresu usiąść przed rysunkiem, przed schematem i po prostu poprawnie go zinterpretować. I fakt, nawet dla nas jak zaczynaliśmy, to nie było takie intuicyjne i proste, natomiast z biegiem czasu to wszystko się gdzieś tam klaruje, bardziej się wyjaśnia i jest coraz prostsze.

          Ty, Michał, co sądzisz, z Twojej perspektywy? Czy Ty masz styczność z takimi schematami blokowymi pod kątem procesów bardziej, czy już bardziej takie namacalne rzeczy techniczne w Twojej pracy się spotyka?

MG:  To, o czym mówicie, u mnie ma miejsce na początku, czyli w tych założeniach projektowych. Jeżeli mamy coś zmieniać, w procesie na przykład, bo stwierdziliśmy, że… Powiedzmy, że widzimy, że chcielibyśmy sobie wstawić piec pomiędzy dwoma jakimiś procesami technologicznymi. No to wtedy zawsze jest taka kwestia, to jest coś co gdzieś tam ja w tym jestem wpleciony, ponieważ ja chcę wiedzieć wtedy, jak się zmienia to od A do B. Czyli najłatwiej to wtedy przedstawić właśnie na schemacie.

            Bo wiadomo, nie będziemy od razu rysować pieca, zastanawiać się, jak on będzie wyglądał, tylko na początku biznesowo, głównie biznesowo, sprawdza się, ta zmiana, na co ona wpłynie. Zazwyczaj jakiś inżynier procesu jest poproszony o to, żeby narysować to, jaki jest stan zastany, no i tutaj jest często: „Aha, no to musimy to stworzyć”, bo czasami tego po prostu nie ma napisanego. Bo ktoś ten proces napisał, stworzył, wymyślił dziesięć, piętnaście lat temu i taki już mamy. Więc trzeba to odtworzyć i potem zastanowić się, narysować sobie drugi schemat, jak to będzie wyglądało i czy faktycznie nam to zadziała.

            Ja z takich dokumentacji wiem, że nawet AutoCad ma taki ciekawy w swoim pakiecie suit, taki program Block Diagram chyba. I nie wiem, czy to jest to, o co Ci, Mirku, chodzi, ale jest taki program, którym można zasymulować na przykład działanie procesu. Rysuje się bloki, rysuje się bufory, rysuje się inne elementy, puszcza się proces, wpisuje się tam powiedzmy czas cyklu i można zobaczyć, czy na przykład ten nasz wymyślony proces, czy on faktycznie zadziała, gdzie będzie się produkt blokował, bo będzie go w jednostce czasu za dużo, za mało.

            Wiem, że takie rzeczy są. Ja z tego nie korzystałem, bo to jest taki pakiet, który jest typowo factory design. Miałem kiedyś chętkę żeby się z tym zapoznać, ale nie miałem akurat potrzeby. Natomiast wiem, że takie rzeczy istnieją.

            Generalnie bardzo jest wiele odłamów programów do rysowania. Bardzo jest wiele nowych technologii też, już abstrahując od pytania, ale ostatnio przykładowo mamy takie podejście w jednym projekcie, że prawdopodobnie zastosujemy technologię VR, gdzie użytkownik będzie mógł się przejść po tym, co potem tam zainstalujemy. Zobaczymy, jak nam to wyjdzie, natomiast takie rzeczy już się dzieją. Takie rzeczy generalnie ludzie stosują żeby uświadomić komuś, kto na przykład tej wyobraźni nie ma, jak to może wyglądać. Patrzy na ten płaski rysunek i nie wyobraża sobie. No to żeby mu to postawić, żeby mógł ubrać te okulary i zobaczyć, jak to będzie wyglądało, i sobie to bardziej wyobrazić.

            To są bardzo raczkujące jeszcze technologie, jeśli chodzi o przemysł, bo to się stosuje bardziej w grach, w przemyśle rozrywkowym, ale wkracza to. Te rzeczy też ktoś tam robi i będzie ktoś to rozwijał.

PG: Kamil jeszcze pyta: „W praktyce korzystaliście z takich praktyk, jak uczą na studiach, na przykład pierwszy wymiar 10 mm od krawędzi, drugi 7 mm, czy to raczej ma być praktyczne?”.

MG:  Może ktoś stosuje, ale rzadko ktoś to sprawdza. Bo dostając taki rysunek, który przedstawia jakiś tam element maszyny, raczej nie patrzy się na to, czy ten wymiar jest od krawędzi, czy nie jest. Natomiast to co widać, bo takie zasady widać. To znaczy jeżeli ktoś stosuje się na przykład, że rysuje inną linią kształt, zarys tego przedmiotu, a inną linią stosuje wymiarowanie, że to wymiarowanie jakoś tam w jednej bazie występuje, że nie zamyka tych ciągów wymiarowych, to widać, że to jest osoba, która jest bardziej doświadczona i ma jakieś tam swoje wpojone dobre praktyki. I po tym czasami się ocenia po prostu rysunek. Czy ktoś to wziął i narysował, bo mu się tak wydawało i szybko to zwymiarował, czy ktoś ma praktykę. I często to jest tak, powiedzmy, że jeden punkt więcej przy wyborze firmy z mojej perspektywy, jeżeli widzę, że ta osoba ma jakieś doświadczenie i ma jakieś dobre podstawy, to po prostu jest to mile widziane.

            Czy jest to wykorzystywane w praktyce? Normalizuje się w tej chwili wymiarowanie i tolerancję. Reszta nie ma znaczenia, nie można tego wymagać. Rysunek po pierwsze ma być czytelny dla odbiorcy. Jeżeli robimy coś, co ma wykonać nam operator CNC bądź tokarki w jakiejś firmie bądź blisko, bądź daleko, który się nigdy z nami nie spotka i nas nie zna, no to musimy to zrobić tak, żeby on nie miał dwuznaczności i mógł odczytać to bezpośrednio. Jeżeli wykonujemy ten rysunek tylko po to, żeby komuś zaprezentować albo narysować coś, co na przykład dział jakości ma ocenić, można ograniczyć się nawet tylko do wymiarów, które są dla nich istotne. I tutaj zależy to wszystko od odbiorcy i od intencji tego, co chcemy przekazać.

PG: Super. A tymczasem nie pozostaje mi nic innego jak tylko podziękować Wam za obecność. Dzięki wielkie, Michał, że w ogóle poświęciłeś nam te w sumie półtorej godziny, żeby się podzielić. To jest kropla w morzu Twojego doświadczenia, ale fajnie, że pokazałeś nam ten rysunek techniczny i trochę właśnie z takiej praktycznej strony, w jaki sposób się go używa, jak się z niego korzysta, i że faktycznie nie trzeba być światowej sławy ekspertem czy wybitnym specjalistą żeby naprawdę czerpać wymierne korzyści ze znajomości rysunku technicznego i po prostu ułatwiać sobie życie, i wokoło. Tak że bardzo Ci dziękuję.

MG: Ja również dziękuję za zaproszenie. Bardzo było miło spędzić z Wami ten wieczór. Tak jak mówisz, rysunek na pewno otwiera wiele dróg i nawet w komentarzach daliście nam do zrozumienia, że żałujecie, że tak mało ludzi zna ten rysunek. No i właśnie to jest ta nisza. Jego znajomość ułatwi Wam też rozwój osobisty i ułatwi Wam po prostu Waszą karierę, jeżeli będziecie w tym kierunku dążyć i to będzie coś, co może Wam się przydać w pracy. Tak że traktujcie to jako taką walutę, która po prostu przynosi kiedyś wymierne korzyści w życiu, jeżeli się ją po prostu wprowadzi do swojego życia i zainwestuje w to żeby się rozwijać. To jednak co zostaje nam w głowie, to zostaje nam na całe życie i to już poza podziałami. Tak że dzięki wielkie i miłego wieczoru w takim razie życzę Wam wszystkim. Odpoczywajcie. Cześć!

Wywiad z Michałem Gunią – Inżynierem ds. projektów technicznych

Rozmowa przeprowadzona w ramach comiesięcznych rozmów LIVE Action Plan.

Jeśli chcesz być na bieżąco z najnowszymi artykułami, kursami online, promocjami i wydarzeniami – zapisz się do newslettera.

     ZOBACZ WIĘCEJ:

2021-04-21T13:24:03+00:00
12

Rysunek techniczny – rozmowa z gościem specjalnym

napisano przez: Piotr Golonka | Lean Action Plan Do przeczytania w 37 min
0