Czy każda produkcja musi się opłacać? O odważnych decyzjach właścicieli firm produkcyjnych
W wielu firmach produkcyjnych to pytanie w ogóle nie pada. Produkcja ma chodzić. Ludzie mają pracować. Maszyny nie mogą stać. Zlecenia trzeba brać, bo „jak nie my, to ktoś inny”. I tak przez lata buduje się przekonanie, że każda produkcja musi się opłacać, a przynajmniej „nie może być gorsza od innych”.
Problem w tym, że rzeczywistość bardzo często wygląda inaczej.
Firmy produkują coraz więcej, a zarabiają coraz mniej. Właściciel jest coraz bardziej zmęczony, coraz głębiej wciągnięty w bieżączkę, a decyzje – zamiast strategicznych – sprowadzają się do gaszenia problemów. I dopiero wtedy pojawia się pytanie, które wcześniej było niewygodne: czy naprawdę wszystko, co produkujemy, ma sens?
Spis treści:
-
- Produkcja, która „się kręci”, to nie zawsze produkcja, która zarabia
- Dlaczego właściciele trzymają się nieopłacalnej produkcji?
- Nie każda produkcja musi się opłacać – ale każda decyzja musi być świadoma
- Pierwszy krok: policzyć, a nie zgadywać
- Drugi krok: oddzielić produkcję od emocji
- Trzeci krok: odwaga w upraszczaniu
- Czwarty krok: komunikacja z zespołem
- Odwaga właściciela to nie rezygnacja – to wybór
Produkcja, która „się kręci”, to nie zawsze produkcja, która zarabia
Jednym z największych błędów w firmach produkcyjnych jest mylenie ruchu z efektem. Maszyny pracują, hale są pełne, plan produkcji napięty do granic – więc intuicyjnie wydaje się, że firma działa dobrze.
Tymczasem bardzo często:
- marża topnieje przy każdym kolejnym zleceniu,
- najbardziej obciążone są te produkty, które najmniej zarabiają,
- najlepsze zasoby są zużywane do realizacji najtrudniejszych i najmniej opłacalnych zamówień.
To moment, w którym właściciel zaczyna czuć, że firma go wykorzystuje, zamiast dawać mu przestrzeń do rozwoju. Ale zamiast ciąć, upraszczać i porządkować – dokłada jeszcze więcej pracy, bo „tak trzeba”.
Dlaczego właściciele trzymają się nieopłacalnej produkcji?
Powodów jest kilka i większość z nich nie ma nic wspólnego z liczbami.
Pierwszy to strach przed spadkiem obrotu. Dla wielu właścicieli obrót wciąż jest głównym wskaźnikiem „zdrowia” firmy. Rezygnacja z produktu albo klienta oznacza mniejsze faktury, a to budzi niepokój – nawet jeśli zysk realnie się poprawia.
Drugi powód to przywiązanie historyczne. „Robimy to od lat”, „to był nasz pierwszy klient”, „na tym zbudowaliśmy firmę”. Tyle że sentyment nie płaci pensji i nie finansuje rozwoju.
Trzeci to brak twardych danych. Wiele firm nie liczy rentowności na poziomie produktu czy zlecenia. Wszystko wrzucane jest do jednego worka, a koszty „rozmywają się” po całej organizacji. W takiej sytuacji trudno podjąć odważną decyzję, bo nikt nie ma pewności, co naprawdę zarabia.
Nie każda produkcja musi się opłacać – ale każda decyzja musi być świadoma
To zdanie często wywołuje opór. Bo brzmi jak herezja. A jednak w praktyce wygląda to tak: firma zawsze ma jakieś obszary, które są mniej rentowne. Pytanie brzmi: czy są one częścią większej, przemyślanej całości, czy tylko balastem.
Są sytuacje, w których właściciel świadomie godzi się na niższą rentowność:
- żeby utrzymać kluczowego klienta,
- żeby zabezpieczyć wolumen dla bardziej opłacalnych produktów,
- żeby zagospodarować resztkowe moce produkcyjne.
Problem zaczyna się wtedy, gdy ta „strategia” jest nieuświadomiona. Gdy nikt nie potrafi odpowiedzieć, dlaczego dany produkt wciąż jest w ofercie – poza tym, że „zawsze był”.

Pierwszy krok: policzyć, a nie zgadywać
Każda sensowna decyzja zaczyna się od liczb. Nie od Excela na 20 arkuszy, tylko od prostych odpowiedzi:
- ile realnie kosztuje nas wyprodukowanie tego wyrobu,
- ile czasu zajmuje,
- ile razy rozwala plan produkcji,
- ile poprawek, wyjątków i napięć generuje.
Bardzo często okazuje się, że produkt, który „sprzedaje się dobrze”, w rzeczywistości:
- pochłania najwięcej uwagi kierownictwa,
- generuje najwięcej problemów jakościowych,
- blokuje przepustowość dla bardziej opłacalnych zleceń.
I wtedy pojawia się przestrzeń na decyzję.
Drugi krok: oddzielić produkcję od emocji
Właściciele firm produkcyjnych są emocjonalnie związani ze swoją ofertą. To naturalne. Ale emocje są złym doradcą w zarządzaniu portfelem produktów.
Tu trzeba zadać sobie kilka niewygodnych pytań:
- czy ten produkt pasuje do kierunku, w którym chcemy iść,
- czy wspiera rozwój firmy, czy tylko ją obciąża,
- czy realizujemy go dlatego, że ma sens, czy dlatego, że boimy się go odpuścić.
Często już samo nazwanie problemu zmienia perspektywę. Firma przestaje być „fabryką wszystkiego dla wszystkich”, a zaczyna być organizacją, która świadomie wybiera, co robi.
Trzeci krok: odwaga w upraszczaniu
Największe przełomy w firmach produkcyjnych bardzo rzadko wynikają z inwestycji w nowe maszyny. Dużo częściej są efektem uproszczenia:
- ograniczenia liczby wariantów,
- wycięcia najbardziej problematycznych produktów,
- uporządkowania oferty pod kątem powtarzalności.
To są decyzje, które na początku bolą. Ale po kilku miesiącach przynoszą:
- stabilniejszą produkcję,
- mniejszy chaos,
- lepsze planowanie,
- wyraźnie wyższą marżę.
I co najważniejsze – spokój właściciela.
Czwarty krok: komunikacja z zespołem
Jednym z największych błędów jest podejmowanie takich decyzji w ciszy. Zespół bardzo szybko widzi, że „coś się zmienia”, ale jeśli nie rozumie dlaczego, pojawia się opór.
Tymczasem ludzie na produkcji często doskonale wiedzą:
- które zlecenia są problematyczne,
- gdzie ciągle coś się sypie,
- co zabiera najwięcej energii.
Dobrze przeprowadzona rozmowa o tym, dlaczego firma coś upraszcza albo wycofuje, potrafi mocno zwiększyć zaangażowanie zespołu. Bo nagle okazuje się, że zmiany nie są wymysłem prezesa, tylko realną próbą poprawy codziennej pracy.

Odwaga właściciela to nie rezygnacja – to wybór
Najlepsze firmy produkcyjne nie są tymi, które robią wszystko. Są tymi, które robią właściwe rzeczy. Rezygnacja z części produkcji nie oznacza porażki. Bardzo często jest oznaką dojrzałości zarządczej.
Jeśli każda produkcja musi się opłacać, to nie dlatego, że „tak wypada”, tylko dlatego, że firma świadomie wybiera, na czym chce zarabiać.
A odważne decyzje właścicieli rzadko wyglądają spektakularnie. Częściej są to spokojne, przemyślane kroki, które po roku czy dwóch zmieniają firmę nie do poznania.
Jeżeli czujesz, że Twoja produkcja „idzie”, ale coś się nie spina – być może to nie kwestia większej sprzedaży. Być może to moment, żeby zadać sobie pytanie: czy wszystko, co produkujemy, naprawdę powinno istnieć?

