Case Study Plinth

Jak uporządkowaliśmy produkcję w PLINTH i stworzyliśmy fundament do dalszego wzrostu?

Branża: specjalizują się w produkcji namiotów reklamowych

Zatrudnienie: < 50 osób

O Kliencie

Plinth to firma, która od lat dostarcza na rynek najwyższej jakości namioty reklamowe i materiały promocyjne, które wspierają firmy na całym świecie w budowaniu wizerunku.

I to jest kluczowe.

Przez długi czas wszystko się zgadzało. Były zamówienia, był zespół, produkcja działała. Firma rosła naturalnie – trochę „na wyczucie”, trochę na doświadczeniu ludzi i dużym zaangażowaniu właściciela. I to działa. Do pewnego momentu.

Potem pojawia się coś, co widzimy w wielu firmach produkcyjnych. Nie kryzys. Nie katastrofa. Tylko moment, w którym dotychczasowy sposób działania przestaje wystarczać.

Sytuacja początkowa

Na pierwszy rzut oka – wszystko wyglądało dobrze. Produkcja pracowała, zlecenia były realizowane, klienci nie odchodzili, ale w środku organizacji zaczynało się coś psuć. Każdy dzień wyglądał inaczej. Plan był – ale raczej „w głowie” niż w systemie. Wyniki? Trzeba było sprawdzać ręcznie, co wymagało czasu i ciągłego zaangażowania. W efekcie właściciel coraz częściej wracał na halę – nie dlatego, że chciał być tam obecny, ale dlatego, że sytuacja po prostu tego wymagała.

Z czasem pojawiły się konkretne sygnały:

  • spadek wydajności względem poprzednich lat,
  • brak spójnego planowania produkcji,
  • brak spójnego planowania produkcji,
  • zakupy prowadzone intuicyjnie, bez systematycznego planowania,
  • decyzje podejmowane głównie na doświadczeniu i intuicji.

Ale najważniejsze było coś innego. Firma nadal była zbyt mocno zależna od właściciela, a zespół nie miał jeszcze wystarczającej decyzyjności, żeby przejmować część bieżących tematów bez jego udziału. Do tego dochodziła chaotyczna komunikacja między działami. Przez to wiele spraw wymagało dodatkowego wyjaśniania, doprecyzowania albo ręcznego „dopchnięcia”. W praktyce oznaczało to, że właściciel nie mógł spokojnie wyjść z firmy bez poczucia ryzyka, że coś się zatrzyma albo wróci do niego jako pilny problem. To moment, który wielu właścicieli zna aż za dobrze. Firma działa, ale nie daje pełnej kontroli.

Wyzwanie

Diagnoza była szybka i dość jednoznaczna. Problemem nie był pojedynczy błąd w procesie, ale brak systemu, który spinałby całość w jeden czytelny sposób działania. Planowanie było rozproszone, bo każdy obszar planował coś po swojej stronie. Nikt nie miał pełnego obrazu sytuacji, dlatego decyzje były podejmowane fragmentarycznie i często zbyt późno. W efekcie pojawiał się chaos, ciągłe gaszenie pożarów i zarządzanie „na wyczucie”. Brakowało KPI, twardych danych oraz prostego mechanizmu, który pokazywałby, co naprawdę dzieje się w firmie.


Czyli:

  • nie było jasne, gdzie firma zarabia,
  • nie było jasne, gdzie firma zarabia,
  • nie było jasne, co działa dobrze.

Do tego dochodził brak podejścia do jakości. Reklamacje się pojawiały, ale nie przekładały się na trwałe zmiany. Problem wracał – tylko w innej formie. System premiowy? Był, ale nie wspierał wyników. Był oderwany od realnej pracy.

I najważniejsze: firma była operacyjnie zależna od właściciela. To oznacza jedno: bez niego wszystko zaczyna się chwiać. A to zamyka drogę do dalszego wzrostu.

Cele

Nie chodziło o „usprawnienie produkcji” ani o wdrożenie kolejnego narzędzia, ale o coś znacznie bardziej fundamentalnego. Chodziło o uporządkowanie firmy w taki sposób, aby jej działanie stało się przewidywalne i kontrolowalne, a jednocześnie mniej zależne od właściciela.

Brzmi prosto, ale w praktyce to najtrudniejsza zmiana. Dlatego skupiliśmy się na konkretnych obszarach:

  • określenie strategii – ustalanie priorytetów i kierunku firmy, co umożliwia skalowanie na poszczególne obszary
  • obniżenie kosztów – szczególnie w zakupach materiałów i stratach produkcyjnych,
  • jeden system kontroli produkcji – zamiast rozproszonych informacji,
  • uporządkowanie planowania – produkcja ma być przewidywalna, ale elastyczna,
  • praca na danych (KPI) – decyzje oparte na liczbach, nie tylko na doświadczeniu,
  • ustawienie komunikacji operacyjnej – odprawy, jasne zasady, szybkie reakcje,
  • podejście do jakości i reklamacji – żeby błędy nie wracały.

Finalnie wszystko sprowadzało się do jednego: zapewnienie właścicielowi pełnego wglądu w kondycję firmy bez wchodzenia w każdy detal.

Fot. z warsztatów plinth
Plinth2

Fot. z warsztatów dot. komunikacji międzydziałowej i standaryzacji

Rozwiązanie

Nie zaczęliśmy od Excela. Nie zaczęliśmy od systemu. Zaczęliśmy od miejsca, gdzie powstaje wynik. Od produkcji.

Krok 1: Diagnoza – zobaczyć, jak firma naprawdę działa

Weszliśmy na halę bez założeń i patrzyliśmy na to, co dzieje się naprawdę, a nie na to, co „powinno się dziać”. Sprawdzaliśmy, jak wygląda dzień pracy, gdzie powstają przestoje, gdzie ginie czas oraz jak przepływa informacja. Analizowaliśmy także, w których miejscach pojawiają się błędy, jak planowana jest praca oraz jak wygląda zarządzanie materiałem i odpadem. Rozmawialiśmy z ludźmi, słuchaliśmy i bardzo szybko zobaczyliśmy coś ważnego: to nie był problem ludzi, tylko sposobu pracy. Ludzie robili, co mogli, ale system im tego nie ułatwiał.

Krok 2: Projekt – uporządkowanie podstaw

Nie robiliśmy rewolucji tylko zaczęliśmy od podstaw. Najpierw uporządkowaliśmy stanowiska pracy i sposób działania. Proste rzeczy, ale dające efekt od razu. Testowaliśmy mrożenie planu na kilka dni – tak, żeby produkcja mogła w końcu pracować stabilnie, a nie reagować co chwilę na zmiany. Produkcja zaczęła być bardziej powtarzalna. Zniknęło sporo „małych strat”, które wcześniej były niewidoczne. Potem pojawiło się normowanie. I to był przełom. Bo nagle pojawiły się dane: ile coś trwa, ile powinno trwać, gdzie jesteśmy względem planu. Zaczęła się rozmowa na faktach.

Kolejnym krokiem była komunikacja. Wprowadziliśmy regularne odprawy z zespołem przy tablicy, prosty rytm pracy oraz jasny podział odpowiedzialności. Dzięki temu problemy przestały „krążyć po firmie”, a zaczęły trafiać tam, gdzie można je realnie rozwiązać.

Równolegle budowaliśmy fundament pod dalsze działania: pierwsze KPI, kierunek na system premiowy powiązany z wynikami, uporządkowanie jakości i pracy na reklamacjach oraz przygotowanie pod zintegrowany system kontroli. To nie był jeden projekt, tylko układanie systemu kawałek po kawałku.

Krok 3: Wzmocnienie zespołu

Od początku było jasne jedno: to musi działać bez nas. Dlatego nie tylko wdrażaliśmy zmiany. Pracowaliśmy z ludźmi:

  • tłumaczyliśmy sens zmian,
  • pokazywaliśmy, jak pracować na danych,
  • budowaliśmy odpowiedzialność liderów,
  • zaangażowaliśmy ludzi – przykładowo, pracownicy sami decydowali o układzie stanowisk, co zwiększyło ich odpowiedzialność za swój obszar.

To nie zawsze jest szybkie, ale bez tego nic nie zostaje na stałe. Korzyści były konkretne: firma zaczęła stopniowo działać bardziej samodzielnie. Liderzy mieli większą decyzyjność, pracownicy lepiej rozumieli swoją rolę, a właściciel nie musiał być jedyną osobą pilnującą każdego szczegółu. To właśnie dzięki temu zmiany miały szansę zostać w organizacji na stałe.

Plinth3

To z warsztatów dt. komunikacji między działowej i standaryzacji

Podsumowanie

PLINTH nie miał jednego dużego problemu. Miał wiele drobnych rzeczy, które z czasem zaczęły się na siebie nakładać i stworzyły chaos. Nie rozwiązaliśmy tego jednym narzędziem, zrobiliśmy coś prostszego:

  • uporządkowaliśmy sposób pracy,
  • wprowadziliśmy czytelne dane,
  • zbudowaliśmy spójny system zarządzania.

I to wystarczyło. Firma zaczęła działać spokojniej, stabilniej, przewidywalniej. Waściciel odzyskał coś, co w pewnym momencie przestało być oczywiste: kontrolę nad własną firmą.

Wyniki

Efekty współpracy


Tu nie było jednego „wow momentu”. Zmiana była spokojna, ale bardzo konkretna i zaczęła być widoczna w codziennej pracy. Produkcja stała się bardziej uporządkowana i powtarzalna dzięki standardom pracy i stanowisk. Pojawiły się realne dane do zarządzania, a planowanie przestało być zbiorem przypadkowych decyzji. Komunikacja zyskała swój rytm, dzięki czemu problemy są szybciej widoczne, szybciej rozwiązywane i, co najważniejsze, nie powracają.

Z perspektywy właściciela zmiana jest jeszcze bardziej odczuwalna:

  • widzi, co dzieje się na produkcji,
  • widzi, gdzie są straty,
  • podejmuje decyzje na podstawie danych,
  • nie każdy problem wraca do niego,
  • może na chwilę „wyjść z firmy” – i firma dalej działa.

To jest moment przełomowy: firma zaczyna być zarządzalna a nie tylko „działająca”.


Case study

Ostatnie realizacje

Case Study KM Project

Czytaj więcej

Case study Allers Grupa x Lanyard.PRO

Czytaj więcej

Case study Danger Wear

Czytaj więcej

Case study Plinth

Czytaj więcej

Case Study Drukpolska

Czytaj więcej

Zacznijmy dziś układanie Twojej firmy produkcyjnej. Działaj lepiej od jutra.

Dołącz do grona firm, które już wykonały pierwszy krok i dziś funkcjonują zupełnie inaczej.