Jak firma Plinth zwiększyła wydajność szwalni o 40%? 5 lekcji z wdrożenia
Według różnych analiz nawet 20–30% czasu pracy w firmach produkcyjnych znika na rzeczy, które nie tworzą żadnej wartości dla klienta. Szukanie materiałów. Dopytywanie, co jest teraz najważniejsze. Sprawdzanie, czy zlecenie już ruszyło. Albo – co zdarza się bardzo często – czekanie na decyzję właściciela.
Problem polega na tym, że większość firm tego nie widzi. Produkcja działa. Zamówienia wychodzą. Ludzie pracują. A właściciel – choć zmęczony – ma poczucie, że „trzyma to wszystko w rękach”. Tylko, że to działa tylko do pewnego momentu.
Case study firmy Plinth dobrze pokazuje tę granicę. To nie była firma w kryzysie. Wręcz przeciwnie – rozwijała się, miała klientów i stabilny biznes. A mimo to sposób zarządzania zaczął ją ograniczać.
Spis treści:
- Firma Plinth – producent, który chciał przygotować się do dalszego rozwoju
- Z jakimi problemami mierzyła się firma przed rozpoczęciem współpracy?
- Jak wyglądała diagnoza procesów w firmie Plinth?
- Jakie zmiany wdrożono w firmie Plinth?
- Jakie efekty przyniosło uporządkowanie produkcji?
- 5 praktycznych lekcji z case study firmy Plinth
Wolisz słuchać? Sprawdź odcinek podcastu o tej tematyce: Case Study firmy Plinth: 5 PRAKTYCZNYCH lekcji
Firma Plinth – producent, który chciał przygotować się do dalszego rozwoju
Wbrew temu, co często się wydaje, optymalizacja produkcji nie zaczyna się wtedy, gdy firma ma problemy. Najlepszy moment to ten, kiedy firma działa dobrze… ale widzi, że obecny model długo już nie „udźwignie” dalszego wzrostu. I dokładnie w takim miejscu była firma Plinth.
Czym zajmuje się firma Plinth?
Firma Plinth zajmuje się projektowaniem i produkcją namiotów reklamowych oraz rozwiązań wykorzystywanych na targach i różnego typu wydarzeniach. Pracują zarówno dla mniejszych firm, jak i dużych organizacji, które realizują eventy w różnych częściach kraju.
To, co ich wyróżnia, to podejście do klienta. Tu nie chodzi tylko o przyjęcie zamówienia i jego realizację. Zespół jest zaangażowany dużo wcześniej – pomaga dobrać rozwiązanie, przygotowuje wizualizacje i przeprowadza klienta przez cały proces, od pierwszego pomysłu aż po gotowy produkt.
Około 40 pracowników i kilka powiązanych procesów produkcyjnych
Na moment rozpoczęcia współpracy firma liczyła około 40 pracowników. Produkcja nie była jednym prostym procesem – składała się z kilku powiązanych etapów, które musiały ze sobą współpracować i „trzymać tempo”, żeby całość działała sprawnie:.
- krojenie materiałów,
- szwalnię,
- nadruki,
- pakowanie,
- magazyn,
- logistykę wewnętrzną.
Każdy z tych etapów wpływał na kolejny. Oznaczało to, że nawet niewielkie zakłócenie w jednym miejscu powodowało opóźnienia w całym przepływie.
Dlaczego dobrze działająca firma zdecydowała się na zmiany?
Na pierwszy rzut oka nic nie wskazywało na poważniejsze problemy. Firma realizowała zamówienia. Klienci byli obsługiwani. Produkcja pracowała. Jednak właściciele mieli świadomość, że przy dalszym wzroście obecny model zarządzania przestanie być wydolny.
Nie chcieli czekać, aż pojawią się:
- utrata terminowości,
- przeciążenie kadry,
- spadek jakości,
- coraz większy chaos na produkcji.
Dlatego zdecydowali się przeprowadzić diagnozę procesów jeszcze zanim problemy zaczęły wpływać na wyniki finansowe.
Właściciele jako niewidoczny system zarządzania firmą
Największym problemem nie była organizacja hali produkcyjnej. Największym problemem było to, że właściciele stali się elementem każdego procesu.
To oni:
- rozwiązywali bieżące problemy,
- doprecyzowywali priorytety,
- podejmowali decyzje operacyjne,
- kontrolowali realizację zleceń,
- odpowiadali za komunikację między działami.
Formalnie firma posiadała strukturę organizacyjną. W praktyce wiele rzeczy nadal „trzymało się” na ludziach – na ich doświadczeniu, pamięci i tym, czy właściciel był akurat dostępny. Dopóki wszystko szło zgodnie z planem, dało się to ogarnąć. Problem zaczynał się wtedy, gdy pojawiały się wyjątki albo większe obciążenie.
To zresztą bardzo częsty obraz w firmach produkcyjnych. Na początku działa, bo zespół zna się dobrze, a właściciel ma wszystko w głowie. Ale przy większej skali to przestaje wystarczać.
Dlatego case study firmy Plinth dobrze pokazuje jedną rzecz: żeby firma mogła rosnąć, potrzebuje systemu zarządzania, który działa niezależnie od tego, czy właściciel jest w każdej decyzji, czy nie.
Najważniejszy wniosek:
Firma nie potrzebowała większej kontroli właścicieli. Potrzebowała systemu, który zapewni kontrolę bez ich ciągłej obecności.
Z jakimi problemami mierzyła się firma przed rozpoczęciem współpracy?
Case study firmy Plinth pokazuje, że wiele problemów nie jest widocznych podczas krótkiej wizyty na hali produkcyjnej. Produkcja działała. Pracownicy wykonywali swoje obowiązki. Zamówienia opuszczały zakład. Jednak pod powierzchnią funkcjonowało wiele ukrytych strat, które utrudniały dalszy rozwój organizacji.
Planowanie oparte na intuicji i doświadczeniu
Planowanie produkcji odbywało się głównie na podstawie doświadczenia osób zarządzających. Priorytety często zmieniały się w ciągu dnia. Decyzje podejmowano na podstawie aktualnej sytuacji zamiast rzetelnych danych.
W praktyce oznaczało to:
- częste zmiany harmonogramów,
- ręczne ustalanie kolejności zleceń,
- dużą zależność od wiedzy konkretnych osób,
- trudności z przewidywaniem obciążenia zasobów.
Brak standardowego procesu planowania powodował, że właściciele musieli regularnie ingerować w bieżącą pracę produkcji.
Brak aktualnych danych o wydajności i realizacji planu
Jednym z największych problemów był brak wiarygodnych danych produkcyjnych. Firma nie posiadała informacji pozwalających odpowiedzieć na pytania:
- Czy produkcja realizuje plan?
- Który proces jest obecnie wąskim gardłem?
- Jak wygląda rzeczywista wydajność poszczególnych stanowisk?
- Gdzie powstają największe straty?
Wiele wskaźników liczono ręcznie po zakończeniu pracy. Takie podejście uniemożliwia szybkie reagowanie na odchylenia. Bez aktualnych danych trudno mówić o świadomym zarządzaniu firmą produkcyjną.
Zakupy niepowiązane bezpośrednio z potrzebami produkcji
Diagnoza wykazała również, że proces zakupowy nie był odpowiednio zsynchronizowany z rzeczywistymi potrzebami produkcji. Brakowało przejrzystego przepływu informacji pomiędzy planowaniem a zakupami.
Powodowało to między innymi:
- niepotrzebne zapasy,
- pilne zamówienia materiałów,
- dodatkowe koszty,
- większe ryzyko opóźnień.

Rozproszona odpowiedzialność i problemy trafiające do właścicieli
Jednym z najważniejszych wniosków z diagnozy było to, że odpowiedzialność za wiele decyzji była rozmyta.
W praktyce oznaczało to, że:
- kierownicy nie zawsze podejmowali decyzje samodzielnie,
- pracownicy czekali na zgodę właściciela,
- nawet drobne problemy eskalowano na najwyższy poziom.
To nie był problem zaangażowania ludzi – wręcz przeciwnie. Zespół był stabilny, wiele osób pracowało tam od lat i dobrze znało swoją pracę. Kłopot pojawiał się gdzie indziej: brakowało jasnych zasad, kto za co odpowiada i kto w danym momencie podejmuje decyzję. W efekcie nawet proste tematy potrafiły „krążyć” po firmie albo trafiać wyżej, niż powinny.
I to właśnie dlatego w takich sytuacjach Lean rzadko zaczyna się od technologii. Najpierw trzeba poukładać sposób zarządzania – dopiero potem ma sens myślenie o systemach czy automatyzacji.
Utrudniona komunikacja między sprzedażą a produkcją
Kolejnym obszarem wymagającym poprawy była komunikacja. Sprzedaż, produkcja oraz właściciele wymieniali informacje głównie wtedy, gdy pojawiał się problem.
Brakowało:
- regularnych odpraw,
- wspólnych wskaźników,
- tablic zarządczych,
- jednoznacznych priorytetów.
W efekcie właściciele często pełnili rolę „łącznika” pomiędzy działami. To rozwiązanie działa przy niewielkiej skali działalności. Przy rosnącej liczbie zamówień staje się jednak poważnym ograniczeniem.
|
|
| |||
|---|---|---|---|---|---|
| Planowanie | Oparte głównie na doświadczeniu | Zmienność priorytetów i trudności w realizacji planu | |||
| Dane produkcyjne | Liczone ręcznie | Brak szybkiej reakcji na odchylenia | |||
| Zakupy | Oderwane od rzeczywistych potrzeb produkcji | Nadmiar zapasów i ryzyko braków | |||
| Komunikacja | Reaktywna | Właściciele stawali się pośrednikami | |||
| Odpowiedzialność | Rozproszona | Większość decyzji trafiała do właścicieli |
Jak pokazało case study firmy Plinth, żaden z tych problemów samodzielnie nie wydawał się krytyczny. Razem jednak tworzyły system, który skutecznie ograniczał dalszy rozwój przedsiębiorstwa. To właśnie dlatego kolejnym etapem była szczegółowa diagnoza procesów oraz zaplanowanie działań, które miały przygotować organizację do skalowania.
Jak wyglądała diagnoza procesów w firmie Plinth?
W tym projekcie kluczowe było coś innego niż szybkie wprowadzanie zmian. Najpierw trzeba było dobrze zrozumieć, jak ta firma naprawdę działa na co dzień – nie na poziomie założeń, tylko realnej pracy. Case study firmy Plinth pokazuje bardzo wyraźnie, że skuteczna optymalizacja produkcji zaczyna się od faktów. Nie od pomysłów, nie od intuicji, tylko od zobaczenia, co faktycznie się dzieje.
Obserwacja procesów zamiast analizowania samych wskaźników
Pierwszym etapem była bezpośrednia obserwacja produkcji. W praktyce oznaczało to analizę całego przepływu:
- od przyjęcia zamówienia,
- przez planowanie,
- przygotowanie materiałów,
- produkcję,
- aż po wysyłkę gotowego wyrobu.
Takie podejście pozwala zobaczyć rzeczy, które w raportach po prostu nie istnieją. W Excelu wszystko może wyglądać poprawnie, a na hali widać zupełnie inny obraz.
Bardzo często w trakcie takiej diagnozy wychodzi coś zaskakującego: największe straty wcale nie wynikają z maszyn czy technologii. Dużo częściej problem leży w tym, jak zorganizowana jest praca, jak ludzie się komunikują i w jaki sposób podejmowane są decyzje.
Analiza przepływu materiałów i informacji
W case study firmy Plinth analizowano nie tylko przepływ materiałów, ale również przepływ informacji.
Zespół sprawdzał między innymi:
- w jaki sposób powstają zlecenia,
- kto ustala priorytety,
- jak informacje trafiają do produkcji,
- ile razy te same dane są przepisywane,
- gdzie pojawiają się opóźnienia.
Bardzo często to właśnie przepływ informacji staje się większym ograniczeniem niż sam park maszynowy. Jeżeli pracownicy nie wiedzą, co jest najważniejsze, nawet najlepiej zorganizowana produkcja zaczyna działać chaotycznie.
W praktyce bardzo często to nie maszyny są największym ograniczeniem, tylko przepływ informacji. Jeśli ludzie na hali nie wiedzą, co w danym momencie jest najważniejsze, nawet dobrze poukładana produkcja zaczyna się „rozjeżdżać”. Pojawiają się domysły, zmiany decyzji i nerwowe reakcje zamiast spokojnej, powtarzalnej pracy.
Dlatego jednym z kluczowych elementów diagnozy było oddzielenie objawów od ich prawdziwych przyczyn. Bo to, co widać na pierwszy rzut oka, rzadko jest źródłem problemu. Przykładowo:
- opóźnione zlecenia nie zawsze oznaczają, że produkcja jest za wolna – często problemem jest chaos w priorytetach,
- częste nadgodziny nie muszą wynikać z braku ludzi – czasem to efekt złego planowania albo przestojów,
- błędy produkcyjne nie zawsze są kwestią kompetencji – często wynikają z braku jasnych standardów lub informacji.
Dopiero takie spojrzenie pozwala zacząć rozwiązywać problem naprawdę, a nie tylko „łatać” jego skutki.
Identyfikacja obszarów o największym potencjale poprawy
Po zakończeniu diagnozy powstała lista działań uporządkowanych według wpływu na funkcjonowanie firmy.
Największy potencjał poprawy zidentyfikowano między innymi w obszarach:
- organizacji szwalni,
- przepływu materiałów,
- planowania produkcji,
- komunikacji między działami,
- odpowiedzialności kierowników,
- zarządzania informacją.
Nie wszystkie zmiany wymagały inwestycji. W wielu przypadkach wystarczyło uporządkować sposób pracy oraz jasno określić odpowiedzialność poszczególnych osób.
Jakie zmiany wdrożono w firmie Plinth?
Po zakończeniu diagnozy nie rzucili się od razu na wdrażanie pojedynczych narzędzi. Najpierw uporządkowano sposób myślenia o całości. Zamiast „wdrażamy 5S” czy „robimy tablice”, skupiono się na zbudowaniu spójnego systemu zarządzania, który będzie działał każdego dnia, a nie tylko podczas projektu.
Jednym z pierwszych kroków była zmiana układu stanowisk i przyjrzenie się temu, jak faktycznie poruszają się materiały. Dopiero kiedy zobaczono to w praktyce, wyszło na jaw, jak dużo zbędnych ruchów się tam dzieje. Materiały potrafiły pokonywać długie trasy między kolejnymi etapami, często wracały, były przekładane, czekały. Nikt wcześniej nie traktował tego jako problemu – dopóki nie zostało to policzone i pokazane „na żywo”.
Zmiana layoutu pozwoliła:
- ograniczyć transport wewnętrzny,
- skrócić czas przepływu materiałów,
- zmniejszyć liczbę zbędnych operacji,
- uporządkować logistykę wewnętrzną.
To klasyczny przykład eliminacji marnotrawstwa zgodnie z zasadami Lean Manufacturing.
Uporządkowanie planowania produkcji
Kolejnym krokiem było uporządkowanie procesu planowania. Wprowadzono bardziej przejrzyste zasady ustalania priorytetów oraz ograniczono liczbę zmian harmonogramu wykonywanych w ciągu dnia.
Dzięki temu:
- pracownicy wiedzieli, nad czym pracować,
- kierownicy mogli szybciej reagować na odchylenia,
- właściciele przestali uczestniczyć w codziennym ustalaniu kolejności zleceń.
Produkcja zaczęła pracować według ustalonych zasad, a nie bieżących interwencji.
Rozwój kadry kierowniczej i większa samodzielność zespołu
Jednym z ważniejszych momentów w całym projekcie było zwiększenie samodzielności osób zarządzających produkcją. I to nie w takim sensie, że „dostali więcej zadań”. Kluczowe było coś innego – dostali realne prawo do podejmowania decyzji.
Na początku to nie zawsze jest łatwe, bo wymaga zmiany nawyków po obu stronach. Ale właśnie dzięki temu z czasem coraz mniej tematów trafiało do właścicieli. Problemy zaczęły być rozwiązywane tam, gdzie powstają, a nie „przepychane” wyżej. I to był jeden z punktów, który najmocniej odciążył właścicieli w codziennej pracy.
W praktyce oznaczało to:
- większą odpowiedzialność kierowników,
- szybsze rozwiązywanie problemów,
- krótszy czas podejmowania decyzji.
Wprowadzenie standardów komunikacji
W ramach projektu uporządkowano też komunikację między działami. Wcześniej wiele rzeczy działo się „przy okazji” – ktoś coś przekazał na szybko, ktoś inny coś dopowiedział i tak to się toczyło. Z czasem zaczęło to generować nieporozumienia.
Dlatego wprowadzono prostą, ale konsekwentną zmianę: regularne spotkania operacyjne i jasne zasady przekazywania informacji. Dzięki temu wszyscy zaczęli pracować na tych samych danych i według tych samych ustaleń, zamiast opierać się na domysłach czy „ostatniej rozmowie przy biurku”.
Zarządzanie oparte na danych zamiast intuicji
Jednym z najważniejszych efektów wdrożenia było odejście od zarządzania opartego wyłącznie na doświadczeniu.
Coraz więcej decyzji zaczęto podejmować na podstawie danych dotyczących:
- wydajności,
- terminowości,
- realizacji planu,
- przepływu materiałów,
- obciążenia poszczególnych procesów.
Dzięki temu właściciele nie musieli już codziennie sprawdzać każdego obszaru produkcji. System zaczął dostarczać informacji potrzebnych do podejmowania decyzji.
Najważniejsze działania wdrożone podczas projektu
|
|
| |||
|---|---|---|---|---|---|
| Layout produkcji | Reorganizacja przepływu materiałów | Ograniczenie transportu i skrócenie czasu realizacji | |||
| Planowanie | Uporządkowanie priorytetów produkcyjnych | Stabilniejsza realizacja zleceń | |||
| Zarządzanie | Rozwój samodzielności kierowników | Ograniczenie zależności od właścicieli | |||
| Komunikacja | Standardowe odprawy i jasny przepływ informacji | Szybsze podejmowanie decyzji | |||
| Dane | Większe wykorzystanie wskaźników produkcyjnych | Zarządzanie oparte na faktach |
Jakie efekty przyniosło uporządkowanie produkcji?
Największą wartością tego projektu nie było wdrożenie pojedynczych narzędzi Lean. Tak naprawdę kluczowe było zbudowanie spójnego systemu, który działa każdego dnia – niezależnie od tego, kto jest akurat na zmianie czy kto podejmuje decyzje.
Case study firmy Plinth dobrze pokazuje, że to właśnie takie uporządkowanie daje największy efekt. Nie trzeba od razu zwiększać zatrudnienia ani inwestować w drogi park maszynowy. Często wystarczy poukładać sposób pracy, żeby firma zaczęła działać szybciej, stabilniej i po prostu bardziej przewidywalnie.
Około 40% wyższa wydajność szwalni
Jednym z najbardziej spektakularnych rezultatów projektu był wzrost wydajności szwalni o około 40%. Nie osiągnięto tego poprzez zwiększenie tempa pracy pracowników. Kluczowe okazało się usunięcie czynności, które wcześniej zabierały czas, ale nie tworzyły wartości dla klienta.
Na poprawę wydajności wpłynęły przede wszystkim:
- lepsza organizacja stanowisk,
- krótszy transport materiałów,
- uporządkowane planowanie,
- ograniczenie oczekiwania na decyzje,
- bardziej płynny przepływ pracy.
To pokazuje, że wzrost efektywności bardzo często wynika z poprawy organizacji procesu, a nie z większego wysiłku pracowników.
Około 90% krótszy transport wewnętrzny
Analiza wykazała, że materiały pokonywały znacznie dłuższe trasy, niż było to konieczne. Po zmianie layoutu produkcji udało się ograniczyć transport wewnętrzny nawet o około 90%.
Przyniosło to kilka korzyści:
- krótszy czas realizacji zleceń,
- mniejsze ryzyko uszkodzeń materiałów,
- mniej zbędnego przemieszczania pracowników,
- większą płynność całego procesu.
To klasyczny przykład eliminacji marnotrawstwa transportu, jednego z ośmiu rodzajów muda w Lean Manufacturing.
Mniej decyzji trafiających do właścicieli
Jednym z głównych celów projektu było ograniczenie zależności firmy od właścicieli. Po wdrożeniu nowych zasad:
- więcej decyzji podejmowali kierownicy,
- problemy były rozwiązywane bliżej miejsca ich powstawania,
- właściciele przestali pełnić rolę codziennego koordynatora produkcji.
Dzięki temu mogli przeznaczyć więcej czasu na rozwój przedsiębiorstwa zamiast zajmować się bieżącymi problemami operacyjnymi.
Lepsza komunikacja między działami
Zmiany objęły również sposób współpracy pomiędzy sprzedażą, produkcją i kierownikami. Regularne spotkania operacyjne oraz uporządkowany przepływ informacji sprawiły, że:
- łatwiej było ustalać priorytety,
- ograniczono liczbę nieporozumień,
- szybciej identyfikowano pojawiające się problemy,
- decyzje były podejmowane na podstawie tych samych danych.
To znacząco zwiększyło przewidywalność pracy całego zakładu.
Efekty projektu w skrócie
|
| ||
|---|---|---|---|
| Wydajność szwalni | wzrost o ok. 40% | ||
| Transport wewnętrzny | skrócenie o ok. 90% | ||
| Planowanie | większa stabilność i mniej zmian priorytetów | ||
| Zarządzanie | większa samodzielność kierowników | ||
| Komunikacja | szybszy przepływ informacji i mniej eskalacji do właścicieli |
5 praktycznych lekcji z case study firmy Plinth
Największą wartością, jaką niesie case study firmy Plinth, nie są same liczby. Znacznie ważniejsze są wnioski, które można wykorzystać również w innych przedsiębiorstwach produkcyjnych.
Lekcja 1. Rozwój firmy zaczyna ograniczać właściciel, a nie produkcja
W wielu przedsiębiorstwach właściciel uważa, że największym problemem jest wydajność produkcji. W praktyce bardzo często ograniczeniem okazuje się sposób zarządzania.
Jeżeli każda decyzja trafia do jednej osoby, organizacja wcześniej czy później osiąga swój limit. Dlatego pierwszym krokiem powinno być budowanie samodzielności zespołu, a nie zwiększanie liczby obowiązków właściciela.

Lekcja 2. Chaos organizacyjny jest droższy niż brak nowych maszyn
Wiele firm rozpoczyna inwestycje od zakupu kolejnych urządzeń. Case study firmy Plinth pokazuje coś odwrotnego.
Najpierw warto uporządkować:
- przepływ materiałów,
- organizację stanowisk,
- planowanie,
- odpowiedzialność,
- komunikację.
Dopiero wtedy można ocenić, czy rzeczywiście potrzebna jest kolejna inwestycja. Bardzo często okazuje się, że istniejący park maszynowy posiada znacznie większy potencjał niż wcześniej zakładano.
Lekcja 3. Dane są ważniejsze niż intuicja
Doświadczenie właścicieli jest ogromną wartością. Problem pojawia się wtedy, gdy staje się jedynym źródłem decyzji.
Firmy przygotowane do dalszego rozwoju budują system oparty na danych dotyczących:
- terminowości,
- wydajności,
- jakości,
- obciążenia zasobów,
- realizacji planu.
Dzięki temu decyzje są szybsze i bardziej przewidywalne.
Lekcja 4. Kierownicy muszą podejmować decyzje
Nie wystarczy przekazać kierownikowi obowiązki. Trzeba również przekazać mu odpowiedzialność oraz prawo do podejmowania decyzji. To właśnie ten element najczęściej decyduje o tym, czy firma będzie mogła funkcjonować bez ciągłej obecności właściciela.
Lekcja 5. Lean to sposób zarządzania, a nie zestaw narzędzi
Wiele osób utożsamia Lean Manufacturing z 5S, tablicami czy mapowaniem procesów. Case study firmy Plinth pokazuje, że największą zmianę przyniosło zbudowanie spójnego systemu zarządzania. Narzędzia były jedynie wsparciem.
Najważniejsze okazały się:
- jasno określone role,
- odpowiedzialność,
- standaryzacja,
- komunikacja,
- podejmowanie decyzji na podstawie danych.
To właśnie te elementy pozwalają firmie rozwijać się w sposób przewidywalny.
Czytaj dalej
Powiązane tematy


















